<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606</id><updated>2011-09-20T20:51:04.890+02:00</updated><category term='relacje'/><title type='text'>Lech Cube Team</title><subtitle type='html'>Lech Cube Team to zespół powstały w 2009 roku. Bierzemy udział w zawodach Adventure Racing, ultramaratonach, MTB. Uwielbiamy przedzierać się nocą z mapą przez krzaki, skrajne wyczerpania, piękne widoki i wszystko co podnosi poziom adrenaliny i pozwala wyciągnąć z życia więcej.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>25</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-4633395946367630332</id><published>2011-09-20T14:46:00.003+02:00</published><updated>2011-09-20T20:51:04.903+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Ahoj Przygodo - Tor des Geants 2011</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ihDYw4yvdNQ/TniLCq8REHI/AAAAAAAAB8s/pYdrGPG3Sm8/s1600/bazy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="78" src="http://1.bp.blogspot.com/-ihDYw4yvdNQ/TniLCq8REHI/AAAAAAAAB8s/pYdrGPG3Sm8/s320/bazy.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Aktualizujemy chip i po chwili jesteśmy wśród innych głodnychi żądnych wrażeń w strefie startu tuż przy kościele w Courmayeur.&amp;nbsp; Nie mam pulsometru ale tętno to mam chyba ze180, po Tomku widać, że u niego jest podobnie. Pozostało kilkanaście minut dogodziny 10.00. Powoli dociera do nas, że za chwilę rozpocznie się coś, czegonie jesteśmy w stanie sobie za bardzo wyobrazić, coś na co czekaliśmy wielemiesięcy, co ciągle siedziało gdzieś tam w głowie, a teraz jesteśmy w tymwielkim kolorowym cyrku, który za chwilę ruszy na 332,5 km trasę wokół dolinyAosty. Krótkie przemówienia, powitanie uczestników przez Ulricha i AnnemarieGross, ubiegłorocznych zwycięzców, odliczanie i ruszamy wśród dźwięku dzwonków,oklasków, krzyków, chyba z pół Courmayeur wyszło na ulicę by pożegnać prawie500 śmiałków, którzy ruszyli na trasę 1 sektora, gdzie przyjdzie im pokonać 48km do pierwszej bazy w Valgrisenche. Na początek od razu podejście na Col Arp (2571 m npm ). Idziemy w ciągłej euforii kilkusetosobowym tramwaju, wokół corazpiękniejsze widoki oraz pasące się konie, które towarzyszą nam, aż doprzełęczy. Pierwszy etap chcemy pokonać spokojnie, żeby nie przegiąć, zbiegamypowoli i krótkim krokiem, jeszcze zdążymy się zmęczyć. Żeby trochę ulżyćzawodnikom organizator przygotował co kilka kilometrów punkty żywieniowe, gdziebyły same rarytasy. Zajadamy się serami, mochetą ( rodzaj wędzonej szynki ), dotego ciasta, owoce, piwo. W zasadzie to chciałoby się dłużej posiedzieć na punktach,zwłaszcza tych z ładnymi widokami i po prostu się poobijać :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Iy9vJJ4pidc/TniHit4k3FI/AAAAAAAAB8U/nvD8-ROPBik/s1600/20110912107.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-Iy9vJJ4pidc/TniHit4k3FI/AAAAAAAAB8U/nvD8-ROPBik/s320/20110912107.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. Tomek Krawczyk&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Napieramy jednak dalej. Po zmroku docieramy do pierwszej zbaz, trochę przemoknięci, gdyż od 1,5 h pada, doznania akustyczne uzupełniającoraz bliższe wyładowania atmosferyczne. Podczas całej imprezy zaplanowano 6baz, gdzie jest dostęp do naszych depozytów, jest dużo więcej jedzenia niż napunktach, są łóżka, prysznice. Planujemy 4 godziny snu, zanim wyruszymy nanajdłuższy 53 km odcinek do Cogne. Niestety rzeczywistość weryfikuje nasze plany,ja trochę drzemię, Tomek nie śpi wcale. Makaroni nie pozwalają na spokojnyodpoczynek. Widać nie są jeszcze zmęczeni, dlatego są tacy głośni. Na odprawieorganizator wspominał, że będziemy wszyscy na trasie mówić jednym językiem,póki co dobrze że nie rozumieją naszego języka. Decydujemy się wyjść o północy,bo ze snu i tak nici. Przed nami bardzo trudny etap, będziemy na dwóchnajwyższych przełęczach w całym wyścigu. Dwie pierwsze udaje nam się zaliczyć wnocy, deszcz ciągle pada, ale dzięki temu jest chłodno i idzie się całkiemprzyjemnie. Jak wyszło słońce przestało być taki miło, grzeje jak cholera, dotego przed nami najwyższa przełęcz Col Loson ( prawie 3300 m ), zero wiatru, wśrodku czuję się jak woda wrząca w czajniku. Widzę, że Tomek też się podobniemęczy. Napotkani turyści dopingują nas &lt;i&gt;forza,&lt;/i&gt;forza, na chwilę to pomaga. W końcu zdobywamy przełęcz i czeka nas 12 km wdół do Cogne, perspektywa schodzenia palącym słońcu nie bardzo mi się podoba.Im niżej tym robi się cieplej. Trochę jesteśmy zmęczeni, decydujemy się, żetrzeba będzie się przespać po dotarciu do bazy, bo w tym stanie dalej niepociągniemy.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-l_etlfv3BVI/TniH5F0LyTI/AAAAAAAAB8Y/s0KnkQ6F3u4/s1600/20110912105.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-l_etlfv3BVI/TniH5F0LyTI/AAAAAAAAB8Y/s0KnkQ6F3u4/s320/20110912105.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. Tomek Krawczyk&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Tomek idzie spać, ja idę jeszcze na masaż, może po tym będziesię trochę lepiej napierać. Zasypiam na stole. Miła pani budzi mnie pokilkunastu minutach, że to już koniec. Z niechęcią przenoszę się na łóżko. Pogodzinie snu wyruszamy dalej. Etap wydaje się całkiem prosty, 46 km z czego 30km to droga w dół do najniższej bazy podczas TDG w Donnas ( 330 m npm ). Tylkojedno duże podejście, a później w dół do mety. Bułka z masłem. O tym jak bardzosię myliłem przekonaliśmy się kilka godzin później.&amp;nbsp; Ruszamy wraz z Francuzem Laurent’em i FinemJanne. Ukończyli w zeszłym roku, teraz chcą poprawić czas, do tego Janne był napodium w tegorocznym PTL podczas UTMB dwa tygodnie wcześniej. Idziemy dłuższąchwile razem, rozmawiamy o trasie, o tym co czeka nas dalej, narzekamy nazjadaczy sera i spaghetti. Widać nie tylko nam zaszli za skórę. Chłopakipóźniej odskakują, my swoim tempem idziemy w stronę schroniska Rif Sogne. Jestnoc, temperatura bardzo przyjemna, gwiazdy pięknie świecą. Docieramy doschroniska, według nas to zdecydowany numer jeden, jeśli chodzi o punkty nadotychczasowej trasie. Klimatyczny wystrój, jedzenie pięknie podane, do tegobardziej urozmaicone niż zwykle, zajadamy pyszną zupę, pijemy wino, aż nie chcesię stąd wychodzić&lt;a href="http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=3437497345238098606&amp;amp;postID=4633395946367630332&amp;amp;from=pencil" name="_GoBack"&gt;&lt;/a&gt;. Żal opuszczać takie fajne miejsce,ale przed nami jeszcze kawał drogi do Donnas. Przełęcz zdobywamy szybko, poczym zbiegamy w dół.&amp;nbsp; Mijamy dwaschroniska, szeroka, trochę kamienista szutrówka, wokół góry oświetlone przezksiężyc. Czujemy się jak w bajce.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-tRPApcM8ZLA/TniKbYhyKjI/AAAAAAAAB8c/zbnBiwFP-UE/s1600/20110912113.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-tRPApcM8ZLA/TniKbYhyKjI/AAAAAAAAB8c/zbnBiwFP-UE/s320/20110912113.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. Tomek Krawczyk&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Czuję jednak, że coś mnie wyrywa z tej bajki. Każdedotknięcie ziemi wywołuje coraz większy ból w prawym kolanie. Do tegonawierzchnia robi się beznadziejna, mnóstwo nierównych kamieni, korzeni, dotego wąska ścieżka przez las i zero widoków. Próbuję się chwilę porozciągać,ale nawet to przychodzi z trudem. Przypomina mi się ubiegłoroczny AdventureTrophy, gdzie ból w tej samej okolicy wyeliminował mnie z imprezy i startów nakilka miesięcy. Nie chcę, żeby to się powtórzyło, nie w tym momencie! Jeszczetyle trasy przed nami, tyle świetnych widoków. Coraz częściej dociera do mnie,że to może być niestety już koniec. Jestem wkurzony i bezsilny, biorę 2tabletki przeciwbólowe, na chwilę chyba pomaga, albo tak przynajmniej chcę żebymi się wydawało. Zejście dłuży się niemiłosiernie, noga boli, nastrój fatalny,u Tomka trochę lepiej, ale też bez rewelacji. Boli go kolano, bo wcześniejwyrżnął i teraz trochę mu spuchło. Przed świtem, zmęczeni, docieramy do Donnas.Idziemy spać na 3 godziny. Może sen pomoże chociaż trochę na naszedolegliwości. Budzę się,&amp;nbsp; przeciągam,zginam nogę i nie czuję bólu. Omal z łóżka nie spadłem wtedy z radości. Tomkowisen też posłużył bo czuje się lepiej i kolano mniej dokazuje. Pakujemy się iruszamy na najtrudniejszy, jak się później okazało sektor. Na sam początek wychodzimyz Donnas z 330 m na ponad 2200 m. O tym, że słońce pali kolejny dzień, nawetjuż nie wspominam. Idziemy noga z nogą, byle się za bardzo nie zmęczyć w tymupale.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5ZxsZDvBO90/TniKlZzklJI/AAAAAAAAB8g/mZItE_IRyRw/s1600/20110915165.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-5ZxsZDvBO90/TniKlZzklJI/AAAAAAAAB8g/mZItE_IRyRw/s320/20110915165.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp; fot. Tomek Krawczyk&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Ale dzień mija przyjemnie, zrobiliśmy sporo przewyższeń, aleniewiele odległości. Ściemnia się a&amp;nbsp; myjesteśmy dopiero na podejściu pod Col Marmontana. O ile pod górę idzie się nienajgorzej, to w dół kiepsko, bardzonierówna nawierzchnia, mnóstwo luźnych kamieni powoduje, że poruszamy w dół sięz średnią prędkością rzędu 2 km / h. To będzie długa i trudna noc. Co więcej umnie ponownie odzywa się kolano, ale tym razem wiem, że jak się prześpię to bólustąpi. W dodatku Tomek łamie kijek i rani drugie kolano. Od tej pory jednokolano służy mu do podchodzenia a drugie do zbiegów. Jesteśmy bardzo zmęczeni,senni, poruszamy się bardzo wolno, co chwilę zataczając się i potykając okamienie i korzenie. Decydujemy , że dojdziemy do Niel i prześpimy się 2 h ( napunktach można było pozostać max 2 godziny, w bazach aż do limitu ) Aledotarcie do Niel, wcale nie jest proste. Idziemy góra, dół, góra, dół, wysokośćwcale nie chce spadać. W końcu kładziemy się w krzakach na pół godziny, bo wtym stanie to jeszcze zrobimy sobie krzywdę. Sen trochę pomógł, po godziniedocieramy do punktu, idziemy od razu do namiotu. Chwilę po nas przychodząpoznani wcześniej Janne i Laurent. Jeśli my wyglądamy tak jak oni, to nie jestdobrze. Ale nie chcę tego wiedzieć. Dwie godziny snu w zimnym namiocie trochępomogły. O ile ja się czuję w miarę dobrze, o tyle Tomek nie bardzo. Kolano mujeszcze bardziej spuchło, mówi że brakuje mu odpoczynku i będzie spał dłużej na200 km w bazie w Gressoney i zobaczy co będzie z kolanem. Ja idę dalej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-dt5owztXl28/TniKsMgcBBI/AAAAAAAAB8k/ZZvTDfN1tPc/s1600/20110915164.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-dt5owztXl28/TniKsMgcBBI/AAAAAAAAB8k/ZZvTDfN1tPc/s320/20110915164.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp; fot. Tomek Krawczyk&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Najbliższy etap prowadzi do Creatz, widoki coraz fajniejsze, nadzień dobry idę dolinką i gapię się na Monte Rosę. Ponadto zrobiło się trochępuściej na trasie, można nawet przez chwilę w spokoju podziwiać okolicę. Podgórę i po płaskim idzie mi się ok., w dół już nie, noga jest trochę sztywna,kolano nie zgina się tak jak powinno, ale w tej chwili wierzę, że nie będzie toprzeszkodą w dotarciu do mety. Tomek wychodzi z Gressoney po 4 godzinach, mówiże czuje się lepiej i będzie szedł dalej, co zresztą słychać po głosie, że jestw dużo lepszej formie. Ulżyło mi bardzo, jak to usłyszałem. Przed 22.00docieram do bazy, wraz z napotkanym po drodze sympatycznym Belgiem Claude’m,gość po 60 – tce, ale zasuwa, aż miło patrzeć. Do tego ja ani słowa pofrancusku, on nic po angielsku, ale mimo to rozmawia nam się bardzo miło. Tochyba był ten jeden język, o którym wspominano na odprawie &lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:)&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Z Claude’m pokonam zresztą, jak się później okazało, jeszcze sporo kilometrów.Tymczasem w bazie chcę się wyspać. Obiecałem to swojemu organizmowi, że jakdojdzie do Cretaz to prześpi się 4 godziny, zje kolację, wypije wino i weźmieprysznic. Czymś trzeba było go przekupić, żeby tu dotrzeć &lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;:)&lt;/span&gt; W międzyczasie do bazydociera też Tomek, też planuje spać kilka godzin. Ja wychodzę przed 4.00, domety zostało już niecałe 100 km, odcinek z Cretaz do Ollomont to dla mnieabsolutnie numer jeden na całej trasie. Większą cześć trasy spędza się nawysokości ponad 2000 m, wśród skał, jeziorek, kamiennych domków. Do tego trasaniezbyt trudna, bez bardzo stromych podejść i zbiegów. Jest pięknie, nawetsłońce już tak bardzo nie przeszkadza. Po 22.00 docieram do ostatniej bazy,śpię godzinę i ruszam do mety, do której zostało tylko, albo aż 49 km. Tomekdociera do Ollomont o 1.00, śpi 1,5 h godziny i też rusza dalej. Jest w bardzodobrym nastroju, widać, że odpoczynek dzień wcześniej bardzo mu się przydał.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-LQdHyM26VaI/TniK1y_X54I/AAAAAAAAB8o/xCstaI4t5Ko/s1600/20110916169.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-LQdHyM26VaI/TniK1y_X54I/AAAAAAAAB8o/xCstaI4t5Ko/s320/20110916169.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp; fot. Tomek Krawczyk&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;Zresztą na ostatnim etapie Tomek &amp;nbsp;wyprzedził ok. 40 osób. Był w stanie nawetbiec w dół, co u mnie nie wchodziło już niestety w grę, Za to pod górę tomiałem taki power jakbym dopiero co wyruszył ze statru.. Podejście na ostatniąprzełęcz Col Malatra pokonuję bardzo sprawnie. Chyba bliskość mety sprawiła, żedostałem takiego przypływu energii. Ponadto wiedziałem, że jeśli mam kogośjeszcze wyprzedzić, to tylko pod górę. Tomek nie miał na szczęście tegoproblemu i wyprzedzał, zarówno pod górę jak i w dół, majtając przy tym nawszystkie strony rzepką w napuchniętym kolanie. Na przełęczy z telefonu Rysiekśpiewa, &lt;i&gt;że w życiu piękne są tylko &lt;/i&gt;chwile.O tak, ta chwila trwa u nas już prawie 5 dni. Myśl, że to wszystko niebawem się skończy powoduje u mnie lekkie uczuciesmutku. Ostatnie 17 km bardzo się dłużyło, meta była coraz bliżej, ale wciąż jednakdaleko. Do tego coś źle policzyłem i brakło mi jedzenia tuż po przekroczeniuostatniej przełęczy, zrobiło mi się trochę niedobrze, może przez słońce, albowspomniany wcześniej brak jedzenia. Ostatnie km to ciągłe spoglądanie nawysokościomierz, dlaczego te cyferki tak wolno się przesuwają! Od ostatniegoschroniska Rif Bertone trasa idzie już ciągle w dół, zakręt, 50 m prostej ikolejny zakręt, i tak w kółko. Po jakimś czasie widać już pierwsze zabudowaniaw okolicy Courmayeur, w końcu kończy się ścieżka, jest asfalt, stoją samochody,to znak że nie może już być daleko. Zaczynam nawet lekko truchtać, ktoś mówi,że do mety już tylko kilometr, zaczynam już świętować, nawet bólu w nogach nieczuję, przebiegam przez uliczki Courmayeur, ludzie w knajpach, na ulicy bijąbrawo, dzwonią dzwonkami, wbiegam na czerwony dywan, jeszcze kilka metrów iprzekraczam linię mety. Ktoś robi mi zdjęcia, ktoś podaje rękę, sam tego niepotrafię dobrze ogarnąć, jestem półprzytomny, ale niesamowicie szczęśliwy,dostaję piwo i próbuję ochłonąć. Udało się! Wszystkie trudności, ciężkie chwileudało się pokonać. Łzy same cisną się do oczu. Nie mogę uwierzyć, że to jużkoniec, koniec fantastycznej opowieści, bardzo pięknej, wymagającej, bolesnej,ale pełnej niesamowitych emocji, widoków, sympatycznych ludzi. Idę pod prysznici na masaż, o tak nogi na to zasłużyły. 2,5 h godziny później na metę docieraTomek. Jest równie szczęśliwy jak i ja. Wieczorem będziemy świętować. Przedstartem dziennikarz zapytał mnie co to jest Tor des Geants, odpowiedziałem, żewielka przygoda i pewnie coś jeszcze. Teraz wiem, że TdG to niesamowitaprzygoda, ale i narkotyk, bo już chcemy tam wrócić. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Tor des Geants w liczbach:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;330 km&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;24&amp;nbsp;000 m przewyższeń&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;150 godzin limit&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;1&amp;nbsp;200 wolontariuszy&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;476 uczestników z 22 krajów&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;45 lat średnia wieku&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNoSpacing" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;25 przełęczy powyżej 2000 m&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-4633395946367630332?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/4633395946367630332/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/09/ahoj-przygodo-tor-des-geants-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4633395946367630332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4633395946367630332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/09/ahoj-przygodo-tor-des-geants-2011.html' title='Ahoj Przygodo - Tor des Geants 2011'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ihDYw4yvdNQ/TniLCq8REHI/AAAAAAAAB8s/pYdrGPG3Sm8/s72-c/bazy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-2501900163685425185</id><published>2011-07-10T23:32:00.001+02:00</published><updated>2011-07-11T21:12:32.827+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Szlakiem Orlich Gniazd</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstyd się przyznać, że jako mieszkaniec Jurynigdy wcześniej nie pokonałem całego Szlaku Orlich Gniazd, chociaż jego znacznefragmenty znam dość dobrze. Całe szczęście, że możliwość pokonania prawie całejtrasy pojawiła się podczas Transjury. Ot, taka piesza wycieczka z Częstochowydo Krakowa na dystansie nieco ponad 160 km. Nie wiele brakowało, a w ogóle bymnie wystartował, po godzinie oczekiwania na PKS w Olkuszu chciałem dać sobienawet spokój ze startem. Tu wielkie ukłony dla Magdy i Piotrka, którzy dostarczylimnie na start. Punktualnie o 21.00 ruszamy, rzut oka na pozostałychuczestników, kilka znajomych twarzy, ale większość zawitała na imprezę zasfaltu, tak to przynajmniej oceniłem po butach jakie mieli. Pierwsze kilometryszybkie, krajobrazowo nieszczególne. Aha, idea imprezy polegała na tym, że natrasie były rozstawione punkty kontrolne, na których mieliśmy się meldować, cowięcej lokalizacje były nieznane. Wracając do biegu, bo w nocy jeszcze biegłem,w okolicy Złotego Potoku dochodzi mnie Gaweł, z którym jak się okazałoprzemierzę całą trasę aż do mety. Noc mija spokojnie, przez dłuższy czas niemożemy się oderwać od dwóch asfaltowych zawodników, którzy szczere mówiąc bylitrochę męczącym towarzystwem. Nie to żebym miał coś przeciwko bieganiu po asfalcie,ale teksty w stylu " czemu kurwa musimy iść szlakiem po mokrej trawie,skoro obok jest droga" trochę osłabiają.&amp;nbsp; W sumie to wysłuchaliśmy jeszcze&amp;nbsp; kilku ciekawych historii. Co ciekawe panowie nawigowali naopis, mapy w rękach to raczej nie mieli. W końcu odbiegają od nas i nasze uszymogą nacieszyć się ciszą nocnego lasu. Świt wita nas w okolicy Mirowa iBobolic. Odbudowany zamek w Bobolicach robi o poranku całkiem miłe wrażenie.Tempo trochę siada, w okolicy Góry Zborów dopada mnie senność, trochę się to zamną ciągnie, do czasu aż zaczęliśmy biec. Zaliczamy kolejne punkty, posilającsię na nich tym, co przygotował organizator. Wszystko szło fajnie, aż do okolicPilicy, gdzie jeden z mijanych uczestników uświadomił nas, że ominęliśmy jedenPK, w dodatku prawie na samym początku tj, w Olsztynie. O tym, że nie szedłemwtedy po szlaku to wiedziałem, na jakieś 500 m szlak opuszczał główną drogę, poczym w centrum Olsztyna na nią wracał. Odbicia szlaku po prostu nie znalazłem,dlatego poszedłem dalej. Nie byłem w tym zresztą osamotniony.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-UNYIIFNPxAI/ThoU4C70FsI/AAAAAAAAByg/Z3lg-_ufdZc/s1600/DSC_0080.JPG"&gt;&lt;span style="text-decoration: none;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Pw8ABZ96y1o/ThoaBhSJTII/AAAAAAAAByo/R3sUkEZDn24/s1600/DSC_0080.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://1.bp.blogspot.com/-Pw8ABZ96y1o/ThoaBhSJTII/AAAAAAAAByo/R3sUkEZDn24/s320/DSC_0080.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="text-align: center;"&gt;fot. Tomek Krawczyk&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesteśmy teraz na 80 km, punkt był w okolicy 25.Psycha siada mocno, za brak punktu wg regulaminu grozi dyskwalifikacja. Mniesię odechciało wtedy iść, Gaweł też nie wyglądał na zadowolonego z faktupominięcia punktu. Decydujemy kontynuować imprezę, ale tempo jest już dośćsłabe. 80 km zrobiliśmy w 12 godzin, na kolejne 80 potrzeba nam było aż 18.Idziemy dalej, ale robimy coraz więcej przerw, w sumie to nawet na nie czekam,bo za każdym razem Gaweł wyjmuje coś smakowitego z plecaka. Zastanawiam się ileon tego jeszcze ma :) W zasadzie do Olkusza było jeszcze jako tako, późniejjuż w ogóle nie biegliśmy. Mięśnie było ok, stopy trochę protestowały, aleprzede wszystkim brakowało chęci.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-BYivdxXQBJE/ThoYWByviVI/AAAAAAAAByk/qF8D8rZPQkg/s1600/DSC_0301.JPG"&gt;&lt;span style="text-decoration: none;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-6aY935avWb4/ThoaJzWVQFI/AAAAAAAABys/D7u3vvAk06I/s1600/DSC_0301.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://4.bp.blogspot.com/-6aY935avWb4/ThoaJzWVQFI/AAAAAAAABys/D7u3vvAk06I/s320/DSC_0301.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. Tomek Krawczyk&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Sułoszowej jemy hamburgera na przystankuautobusowym, na chwilę powoduje to przypływ energii, ale tylko na chwilę.Zaczyna się druga noc. Szlak w Dolinie Prądnika ma to do siebie, że aż doOjcowa idzie góra - dół, góra - dół. Chyba był to najtrudniejszy etap na trasie. Poziommotywacji równa się zero. Do tego chce się bardzo spać. Idziemy 10 minut, siadamyna drodze i zasypiamy na 2-3 minuty, i tak w kółko. W sumie nie wiem czy tojest w jakiś sposób udowodnione, ale po kilku takich power napach senność mija.Do tego przypominam sobie, że w telefonie mam odtwarzacz mp3. Piosenki PidżamyPorno&amp;nbsp; i Dżemu w dużym stopniu skróciły męczarnie w końcówce. Przynajmniejsię człowiek obudził jak zaczął śpiewać. W każdym razie na każdą kolejnąimprezę biorę mp3. Końcówka dłuży się bardzo. W Giebułtowie wita nas napis nacześć Maćka Więcka, który zdradza tajemnicę jego zwycięstw. Maciek po prostuspieszył się na grilla i dlatego wygrał:) Po 30.14 h meldujemy się na mecie,wynik co tu dużo mówić rozczarowuje, chyba po raz pierwszy nie mam satysfakcjiz ukończenia trasy. Zbyt wiele rzeczy nie zagrało przed i w trakcie. Szkoda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę fotek z imprezy, które wykonał Tomekznajduje się &lt;a href="http://picasaweb.google.com/103975401321895821766/Transjura?authkey=Gv1sRgCPK046mesrKQaw"&gt;tutaj.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-2501900163685425185?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/2501900163685425185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/07/szlakiem-orlich-gniazd.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2501900163685425185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2501900163685425185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/07/szlakiem-orlich-gniazd.html' title='Szlakiem Orlich Gniazd'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Pw8ABZ96y1o/ThoaBhSJTII/AAAAAAAAByo/R3sUkEZDn24/s72-c/DSC_0080.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-173035244575745024</id><published>2011-06-29T20:45:00.001+02:00</published><updated>2011-06-29T20:45:51.439+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Rzeźnicke klimaty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W długi czerwcowy weekend Tomek wybrał się w odległe tereny, gdzie grasują Bieszczadzkie Anioły, by zmierzyć się z czerwonym szlakiem z Komańczy do Ustrzyk, a jak się potem okazało to nawet i dalej. Tomkowi na trasie towarzyszył Marek Michalczyk z zaprzyjaźnionego teamu Motyla Noga.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-luPiuNaW-l4/TgtwzGKIahI/AAAAAAAABBo/RKQWopKKUPE/s1600/DSC_0263.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://4.bp.blogspot.com/-luPiuNaW-l4/TgtwzGKIahI/AAAAAAAABBo/RKQWopKKUPE/s320/DSC_0263.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. &lt;a href="https://picasaweb.google.com/fotomotylek/20110624VIIIBiegRzeznikaCz2"&gt;foto_motylek&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chłopaki bardzo dobrze poradzili sobie na błotnistej i wymagającej trasie, meldując się na mecie w czasie poniżej 12 godzin. W ogóle tegoroczny Bieg Rzeźnika był bardzo mocno obsadzony. Imprezę wygrała ekipa Salomon Suunto w składzie Piotr Hercog / Marcin Świerc, pokonali trasę w kosmicznym czasie 8.32 h ustanawiając tym samym nowy rekord biegu. Ale najwidoczniej 80 km podstawowej trasy niektórym nie wystarczyło. I tak Tomek oraz Marcin Klisz postanowili przedłużyć zmagania i dołożyć kolejne 20 km na trasie do Wołosatego. Co więcej Rzeźnika w wersji Hardcore ukończyli na &lt;b&gt;3 miejscu. &lt;/b&gt;Wielkie brawa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-173035244575745024?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/173035244575745024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/06/rzeznicke-klimaty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/173035244575745024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/173035244575745024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/06/rzeznicke-klimaty.html' title='Rzeźnicke klimaty'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-luPiuNaW-l4/TgtwzGKIahI/AAAAAAAABBo/RKQWopKKUPE/s72-c/DSC_0263.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-710568893181917131</id><published>2011-05-24T22:02:00.000+02:00</published><updated>2011-05-24T22:02:07.148+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Tradycja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny Kierat, fajnie to teraz brzmi, ale zleciało trochę czasu od kiedy w 2007 postanowiłem spróbować co to jest ultramaraton. Od Kieratu się zaczęło i nie powiem, ale wywróciło to moje życie do góry nogami. Startujemy z Tomkiem trochę treningowo, bez spinania się na jakiś wynik, ale przed południem w sobotę to chciałem skończyć. Pierwsza 50 - tka była bardzo szybka, trochę azymutów przez krzaki, dużo asfaltów, szczerze to średnio mi to odpowiadało, ale towarzystwo na trasie często się zmieniało, więc nudno nie było. Kierat, tak naprawdę zaczął się dla mnie przed PK 6, czyli przed Łopieniem, oj wiele wspomnień z poprzednich edycji wiąże się z tą górą, w tym pamiętna burza z pierwszego startu. Podejście też było mocne, próbowaliśmy utrzymać tempo Justyny i Rafała, ale nie dało rady. Ale doganiamy ich po PK8 i wspólnie pokonujemy kolejne kilometry, w tym na PK9, chyba najciekawszy nawigacyjnie punkt. Początkowo chcieliśmy obiec pół góry, ale w międzyczasie pojawiła się szeroka ścieżka, która doprowadziła nas na punkt. Odrobiliśmy tutaj dużo, jesteśmy na 11 miejscu na punkcie. Gdzieś tam w głowie świta, że może by o dziesiątkę powalczyć, chociaż starta spora.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IpalLRPtm2I/TdwL19EL7dI/AAAAAAAABBY/r5wqlFzlUGw/s1600/4dd97dfcc34d9_o.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="288" src="http://4.bp.blogspot.com/-IpalLRPtm2I/TdwL19EL7dI/AAAAAAAABBY/r5wqlFzlUGw/s320/4dd97dfcc34d9_o.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;fot. Arkadiusz Arendowski&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W międzyczasie dochodzą nas Sabina i Dawid, my zaliczamy krótki pit stop w Szczawie na colę i czekoladę, a ekipa ucieka. W Szczawie to chyba po raz trzeci na Kieracie jestem. Przemierzamy dolinę potoku o tej samej nazwie, gdzie kiedyś też stał punkt i ku naszemu zdziwieniu na kolejnym PK jesteśmy przed naszymi niedawnymi towarzyszami. Uciekamy ile sił w nogach, zaliczając jak najszybsze warianty. Na PK 12 mamy 19 minut straty do dziesiątego miejsca, trudno będzie to odrobić, ale próbujemy. O ile do 90 km mogłem powiedzieć, że nawigacyjnie było bardzo dobrze, kilka drobnych błędów i tyle, tak teraz to jest po prostu wielbłąd. Nie wiem czy spowodowane to było przez słońce, które coraz mocniej grzało, czy wyczuwalną już bliskość mety, ale siedzimy pół przeszło z pół godziny w krzakach, szukając punktu nie na tej górze co trzeba. W końcu jakoś się odnajdujemy i docieramy na punkt z którego właśnie wybiegają znajome twarze. Ciśnienie trochę z nas opada i tak trochę idąc trochę biegnąc po 16:57 h osiągamy metę. Jakoś nie potrafię się wtedy cieszyć z tego wyniku, szkoda tej końcówki, ale dzisiaj już jestem zadowolony :) Będzie co poprawiać za rok.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-710568893181917131?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/710568893181917131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/05/tradycja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/710568893181917131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/710568893181917131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/05/tradycja.html' title='Tradycja'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-IpalLRPtm2I/TdwL19EL7dI/AAAAAAAABBY/r5wqlFzlUGw/s72-c/4dd97dfcc34d9_o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-4650438266213470019</id><published>2011-03-23T21:52:00.001+01:00</published><updated>2011-03-23T22:02:19.877+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Rajd Dolnego Sanu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To jedna z moich ulubionych setek, sam nie wiem dlaczego, przecież to nie góry, tylko podmokłe lasy i łąki wokół doliny Sanu. Coś jednak jest w tym miejscu, że jestem tu już po raz trzeci. Punktualnie o północy grupka odblaskowo ubranych piechurów / biegaczy wyrusza na najbliższe kilkanaście godzin lub więcej w stronę jednego z najstarszych kompleksów leśnych - Puszczy Sandomierskiej. Jest całkiem ciepło, nie pada, co więcej nie ma tyle wody i błota ile można by się spodziewać. Takie małe rozczarowanie na początek:)&amp;nbsp; Biegnę praktycznie od początku wraz z Edwardem Fudro. Bardzo mi odpowiada jego tempo, biegnie spokojnie, nie szarpie, czuję się jakbym był na niedzielnej przebieżce. Noc mija trochę monotonnie, przecinka, skrzyżowanie, przecinka. Wyczekujemy jakiejś niespodzianki w postaci np. pola zalanego wodą, ale pod tym względem nic się nie dzieje.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-TD_dIE06pnc/TYpWNampfoI/AAAAAAAABBI/xFfvvkVis8I/s1600/P1060081.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh5.googleusercontent.com/-TD_dIE06pnc/TYpWNampfoI/AAAAAAAABBI/xFfvvkVis8I/s320/P1060081.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. Hubert Puka&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nawigacyjnie jest bez problemów, aż do okolic PK 9. Coś po drodze poknociliśmy, bo przestaje nam się zgadzać rzeczywistość z mapą. Strumienie płyną w innych kierunkach, drogi też do siebie nie pasują. Z opresji ratuje nas leśniczy pracujący przy szkółce, który wyjawia nam nasze prawdziwe położenie. Swoją drogą, to facet mnie trochę irytował, bo co to za leśniczy, co łazi z papierosem po lesie, szczerze to chciałem gościa op...yć, ale uznałem, że nie warto. Przy PK9 doganiamy Zenka z Markiem, z którym spędzimy dalszą cześć trasy, która robi się coraz bardziej malownicza. W końcu za PK 10 przychodzi to na co tak czekałem.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-S9Fh2FXRv3M/TYpZJ72GFWI/AAAAAAAABBM/1IdE1LW6g6w/s1600/zdjecie-0189.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="https://lh4.googleusercontent.com/-S9Fh2FXRv3M/TYpZJ72GFWI/AAAAAAAABBM/1IdE1LW6g6w/s320/zdjecie-0189.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;fot. Zenon Lulek&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wchodzimy na łąkę brodząc po kolana w wodzie jak bociany, wracają wspomnienia z zeszłego roku i Nawigatora. Zimna woda działa orzeźwiająco. Czekałem na to całe 70 km. Żeby było ciekawiej, to ten wariant wcale nie przyniósł żadnego zysku czasowego i można było obejść łąkę suchą stopą, ale gdzie miejsce na wrażenia i emocje :) Drogę do mety pokonujemy, mimo pojawiającego się zmęczenia, dość niezłym tempem. Trochę asfaltem, trochę po błocie, w jednym miejscu nawet po śniegu. 3 km przed metą doganiamy jednego z uczestników. W tym momencie ujawnia się cała wredna natura człowieka, bo zamiast zadowolić się tym co jest, to chce mieć więcej. I tak zamiast spokojnie dojść do mety to trzeba się jeszcze trochę dobić i zmęczyć, jakby tego było mało. Zbieramy się szybko do biegu, wybieramy inny wariant niż konkurent i kilka minut przed nim meldujemy się na mecie. Impreza była bardzo fajna, zwłaszcza trasa, która wg mnie była najciekawsza ze wszystkich edycji na jakich byłem. Do tego miła atmosfera, jak zwykle u Huberta i pyszny bigos. To też jeden z powodów ( bardziej atmosfera niż bigos ), dla których&amp;nbsp; lubię co roku przyjeżdżać w te okolice. Na koniec jeszcze trochę chwalipięctwa. Dostałem po powrocie linka od Marka z wynikami z RDSu sprzed 2 lat.Tegoroczny czas był lepszy o ponad 8 godzin od edycji 2009. Się człowiek jednak rozwinął, nie :P&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-4650438266213470019?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/4650438266213470019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/03/rajd-dolnego-sanu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4650438266213470019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4650438266213470019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/03/rajd-dolnego-sanu.html' title='Rajd Dolnego Sanu'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-TD_dIE06pnc/TYpWNampfoI/AAAAAAAABBI/xFfvvkVis8I/s72-c/P1060081.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-2961718071913827656</id><published>2011-02-21T22:30:00.000+01:00</published><updated>2011-02-21T22:30:06.316+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Zimowo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zima powoli się kończy, chociaż za oknem tego nie widać, więc wypadałoby podsumować zimową aktywność naszego zespołu. Za dużo tego nie bo aż / tylko 2 starty, ale od początku. W styczniu wybraliśmy się na Zimowy Rajd 360 stopni do Koniakowa, o dziwo nawet zima dopisała. Trasa liczyła ok. 170 km, na które składały się Bno, rower, trek, rower, trek, znowu rower i jeszcze trek połączony z biegówkami. Do tego trzeba było wdrapać się z rowerem na kilka górek, więc lekko nie było.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-BADjZAzem9E/TWLGsigDHZI/AAAAAAAAA_4/CgHWKSJQ4Tw/s1600/dsc01465.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-BADjZAzem9E/TWLGsigDHZI/AAAAAAAAA_4/CgHWKSJQ4Tw/s320/dsc01465.jpg" width="230" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. www.silne-studio.pl&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niska temperatura, odczuwalna&amp;nbsp; zwłaszcza na zjazdach również nie ułatwiała zadania. Tempo mieliśmy nie najgorsze, ale jakoś to nie był mój dzień, zwłaszcza na rowerze, na którym nawet na prostych nie mogłem się rozwinąć rozsądnej prędkości, o podjazdach nawet nie wspominając. Trudno powiedzieć, z czego to wynikało, bo sporo wcześniej jeździłem na rowerze, ale po prostu tego dnia nie szło. Do tego pogiąłem mocno obręcz, co skutkowało koniecznością rozpięcia przedniego hamulca, więc na zjazdach emocji nie brakowało :)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miesiąc później startujemy w Brugi Winter Trophy w Zawoi. Impreza na rakietach, która po raz kolejny odbyła się bez rakiet. Śnieg padał od piątku cały czas, ale na rakiety było za mało. Pierwszy etap, chyba już tradycyjnie, nie jest najlepszy w naszym wykonaniu. Już na samym początku odpuszczamy jeden punkt, założyliśmy że trasa jest trudniejsza niż była. W efekcie prawie 3 godziny przed limitem meldujemy się na mecie przyjmując 90 min. karę czasową za brak punktu, co pozbawia nas możliwości walki o dobrą lokatę. Etap był dość szybki, dużo odcinków pokonaliśmy biegiem, a taką wisienką na torcie było zbieganie przez las po zmrożonym śniegu. Po prostu bajka. Nawigacyjnie popełniliśmy dwa błędy, w sumie kosztowało nas to ok. 20 min. Chociaż kilka innych przebiegów też można było zrobić lepiej. Jak ktoś chce, to może zobaczyć naszą trasę poniżej.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-E_dVZq1Gk5E/TWLUXT3NadI/AAAAAAAAA_8/1A5kNh7ghQ4/s1600/brugi2011_etap1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="232" src="http://2.bp.blogspot.com/-E_dVZq1Gk5E/TWLUXT3NadI/AAAAAAAAA_8/1A5kNh7ghQ4/s320/brugi2011_etap1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wieczorem, jak to zwykle bywa na dwudniowych imprezach Compassu, izotoniki lały się strumieniami, ale to jest temat na zupełnie inną opowieść. Drugiego dnia, lekko zmęczeni po sobotnim wieczorze, chcemy po prostu sprawnie pokonać trasę. Na początku jest scorelauf, który zaliczamy bez problemu, później kolejność punktów jest już obowiązkowa. Od PK 5 prawie do końca tasujemy się cały czas z mocnym zespołem MOK Mszana Dolna. Próbujemy na podbiegach utrzymać ich tempo, ale nie jest to łatwe, chłopaki są naprawdę mocni ( jak ktoś nie wie kim jest Jan Wydra niech sprawdzi stronę Gorce Maraton).&amp;nbsp; Biegnąc pod górę czułem się jakby moje buty ważyły po kilka kilo każdy, a oni poruszali się tak zwinnie, i lekko jakby po prostu płynęli po śniegu. Wielki szacun. Końcówka było bardzo szybka i tam nam już na dobre odskakują. Etap kończymy na 5 miejscu, z niewielką strata do poprzedzających dwóch teamów. Impreza, jak chyba wszystkie Compassu na jakich byliśmy, była świetna pod każdym względem. Na pewno z drugiego etapu możemy być zadowoleni, dobre tempo, drobne pomyłki nawigacyjne i naprawdę niezły wynik. Tym bardziej szkoda pierwszego dnia, który tak głupio zawaliliśmy, bo mogło być dużo lepiej niż 7 miejsce, które zajęliśmy. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-P0yLdDXurEA/TWLYhD0975I/AAAAAAAABAA/NEMG9dDS3UA/s1600/brugi2011_etap2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="232" src="http://4.bp.blogspot.com/-P0yLdDXurEA/TWLYhD0975I/AAAAAAAABAA/NEMG9dDS3UA/s320/brugi2011_etap2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec jeszcze mała dygresja, w styczniu i lutym wzięliśmy udział w dwóch imprezach, a w sumie były cztery. Szkoda tylko, że ich terminy pokrywały się a to z rajdem 360, a to z rakietami. Na 8 tygodni zimy, chyba można było to lepiej rozplanować. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-2961718071913827656?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/2961718071913827656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/02/zimowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2961718071913827656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2961718071913827656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2011/02/zimowo.html' title='Zimowo'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-BADjZAzem9E/TWLGsigDHZI/AAAAAAAAA_4/CgHWKSJQ4Tw/s72-c/dsc01465.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-177782951422789506</id><published>2010-12-04T22:15:00.001+01:00</published><updated>2010-12-04T22:16:58.725+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Bagno</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponad pół roku minęło od ostatniego startu w setce. I szczerze to brakowało mi bardzo całej tej otoczki z tym związanej. Rajdy są super, ale do setek mam duży sentyment. Wesołą ekipą w składzie Paweł, Zenek, Marek, czworonóg Misza i ja zmierzamy w piątkowe popołudnie do Mińska Mazowieckiego, gdzie mieści się baza Nawigatora. Na dworze lekki mróz, ale nie pada, śniegu tak po kostki. Na początek czeka Bno, najpierw po mieście, a następnie po krzakach.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TPqluWepiAI/AAAAAAAAA_A/W_jQZttypPs/s1600/IMG_0119.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TPqluWepiAI/AAAAAAAAA_A/W_jQZttypPs/s320/IMG_0119.JPG" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. www.nawigator.net.pl&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza okazja do zmoczenia pojawia się już na bno, punkt jest na skarpie, a skarpa oczywiście nie po tej stronie po której ja jestem. No i żeby było ciekawej to jest jeszcze powalone drzewo, które aż kusi żeby po nim przejść. Z uwagi, że na nie chciało mi się szukać innej drogi, to siadam okrakiem na drzewo i przesuwam się w stronę punktu. Tym razem udało się na sucho. Swoją droga to ciekawe zjawisko, że na początku to się uważa, żeby do wody nie wpaść, butów nie przemoczyć, bo zimno, kalafiory i w ogóle, a jak już się przemoczy buty to już nie ma znaczenia, że trzeba przejść przez wodę.Trasa na początku jest szybka, nawigacja idzie bez problemu. Martwi trochę duża ilość wody na polach, co wymusi później korektę trasy, bo w kilku miejscach chciałem trochę ściąć. W okolicy PK5 spotykam innych napieraczy, chwilę szukamy punktu, ale nie tracimy zbyt wiele. Następne kilometry przemierzamy w czwórkę, robi się coraz zimniej, dlatego nie trzeba nikogo specjalnie namawiać do biegu. Pierwsze 50 km robię w 8 godzin, dobrze jak pierwszy start po takiej przerwie. Gdzieś tam przeszło mi przez myśl, że może by zmieścić się poniżej 17 godzin. Ale, żeby nie było tak lekko, to organizator przygotował odcinek kajakowy na etapie pieszym. Rzecz się działa wokół PK 11. Z późniejszych rozmów wynikało, że nie było możliwości dotarcia do punktu suchą stopą. Na punkt napieramy wzdłuż granicy lasu, liczymy się, że będzie mokro, ale to najkrótsza droga. Kilka razy udało się wpaść do wody, tak po łydki. Dobrze, że już p świcie, to temperatura się trochę podniosła i nie jest tak zimno. Podbijamy punkt i najkrótszą drogą, czyli przez podmokła łąkę ruszamy dalej. Po drodze zaliczam wodę po kolana, teraz to już się robi zimno. Dobrze, że później można trochę pobiegać. Kolejne punkty bez historii, idziemy, skręcamy i jest punkt. Ciekawiej zaczyna się robić na drugim Bno. Teren mocno podmokły, w zasadzie to jedno wielkie bagno, do tego mapa nie do końca zgodna z rzeczywistością. No i punkty typu "ujście rowu ze zbiornika", jak dla mnie to pół tego lasu jest zbiornikiem. Dotarcie do dwóch punktów wymaga kolejnej kąpieli, chociaż teraz to już wszystko jedno. Całe szczęście, że bno wypada za widoku, bo tym, którzy będą w tej wodzie brodzić po nocy to współczuję. Zostało już kilkanaście km do mety. Sił brakuje, ale mimo to spore odcinki udaje się przebiec, chociaż kalafiory na stopach dają już mocno znać o sobie. Po 18.20 h docieramy w trójkę na metę Edek, Paweł i ja. Jesteśmy na 5 miejscu. Przed startem czas i miejsce wziąłbym w ciemno. Brakowało mi w końcówce mocy, ale 2 dobrze przepracowane miesiące nie poszły na marne. Czas nieco gorszy, niż z RDS, a warunki były trudniejsze. Ci więcej poza kalafiorami to nic mnie nie boli, a zwłaszcza kolano, o które trochę się obawiałem. Paweł z Zenkiem mieli przyjemność zaliczyć bno po zmroku i lekko nie było, ale całą trasę zrobili. Marek z Miszą zaliczyli na swojej trasie prawie wszystkie punkty. Poniżej mój przebieg.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TPqu8TE2iKI/AAAAAAAAA_E/mNSYRTiT9sY/s1600/Zawody+Mi%25C5%2584sk+Mazowiecki+2010-11-26.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="202" src="http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TPqu8TE2iKI/AAAAAAAAA_E/mNSYRTiT9sY/s400/Zawody+Mi%25C5%2584sk+Mazowiecki+2010-11-26.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardzo potrzebowałem takiego startu, widzę teraz na czym stoję i wiem nad czym popracować, żeby było lepiej. Kontynuując chwalipięctwo kilka dni przed Nawigatorem poprawiłem życiówkę na 10km, od dziś jest to 42.27, biegłem po dużym obiedzie :) na wiosnę atak na 40 minut. Ale póki co korzystam z uroków miłościwie panującej zimy i gonię na biegówkach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-177782951422789506?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/177782951422789506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/12/bagno.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/177782951422789506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/177782951422789506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/12/bagno.html' title='Bagno'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TPqluWepiAI/AAAAAAAAA_A/W_jQZttypPs/s72-c/IMG_0119.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-4647713459145074649</id><published>2010-11-16T22:39:00.002+01:00</published><updated>2010-11-16T22:44:37.778+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Beskidzkie błota</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gezno, jedna z najprzyjemniejszych imprez w roku, dwa dni w pięknych okolicznościach bardzo dobrze nam znanego Beskidu Żywieckiego, w okolicy Rycerzowej, piękna słoneczna pogoda, jakby to była wiosna, a nie połowa listopada, wieczorny grill z piwem, no i oczywiście last but not least wymagająca terenowo i nawigacyjnie trasa, oto przepis na udany weekend.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Tak wyglądaliśmy przed startem &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TOLypiG5kFI/AAAAAAAAA-8/uJft5iOrndg/s1600/dsc05640.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TOLypiG5kFI/AAAAAAAAA-8/uJft5iOrndg/s320/dsc05640.jpg" width="230" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;fot. Piotr Silniewicz&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Kilka migawek z trasy:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;błoto &lt;/b&gt;- zdecydowanie było tego pod dostatkiem, miejscami buty chciały w nim zostać, tak im było dobrze, plus był taki, że przynajmniej miękko się lądowało&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;stokówka w rejonie Praszywki Małej&lt;/b&gt; - takiej autostrady w środku gór to się nie spodziewaliśmy, szeroko, twardo, równo, nawet Kubica swoim bolidem mógłby tam przejechać, wiosną koniecznie muszę się tam wybrać z rowerem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;ambona - &lt;/b&gt;nie po raz pierwszy ten element krajobrazu przyprawia nas o ból głowy, łatwy punkt, który było z daleka widać, a mimo to wchodzimy nie w tą drogę co trzeba i robimy wielkie koło w poszukiwaniu punktu, co więcej po drodze znajdujemy 2 inne ambony. Ten błąd i starta czasu z tym związana spowodowały niezaliczenie 2 PK na pierwszym, co przełożyło się na kiepską pozycję po pierwszym etapie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Velky Kopec &lt;/b&gt;- najfajniejszy punkt na całej imprezie. Jak zobaczyłem tę górę z przeciwległego zbocza to aż mnie zatkało. Najpierw 250 m w pionie na dystansie niespełna 1,5 km , a następnie prawie pionowa droga w dół, dla takich chwil warto startować.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Dolina potoku Urwisko - &lt;/b&gt;jak dla mnie najbardziej malownicze miejsce podczas Gezna. Strome zbocza, piękny jesienny las, ech chciało by się na chwilę przystanąć i podziwiać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejna udana jak zwykle impreza Compassu, z której częściowo możemy być zadowoleni. Pierwszy dzień kiepsko nawigacyjnie, dwa spore błędy spowodowały, że wylądowaliśmy gdzieś w środku stawki. Drugi dzień dużo lepszy ( nie wiem o co chodzi, ale podczas dwu dniowych zawodów zawsze drugi dzień jest lepszy ) obyło się bez błędów, jeden wariant nie był najszczęśliwszy, ale poza tym było dobrze. Zresztą udało nam się dzięki temu sporo awansować w klasyfikacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-4647713459145074649?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/4647713459145074649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/11/beskidzkie-bota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4647713459145074649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4647713459145074649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/11/beskidzkie-bota.html' title='Beskidzkie błota'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TOLypiG5kFI/AAAAAAAAA-8/uJft5iOrndg/s72-c/dsc05640.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-1164949427675503319</id><published>2010-10-21T22:08:00.004+02:00</published><updated>2010-10-22T23:02:32.107+02:00</updated><title type='text'>już za kilka chwil...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;startuje trasa Speed podczas &lt;a href="http://www.adventurerace.pl/mpar/index.html"&gt;Mistrzostw Polski w Adventure Racing&lt;/a&gt;. Nie zabraknie tam również naszego zespołu, z tym że w nieco innym składzie. Jako Lech Cube / Funexsports punktualnie o 8 rano wyruszą na ponad 175 km trasę Tomek oraz Konrad Wtulich. Chłopaki nieco po 20 dotarli do bazy w Elblągu i szykują się do startu. A łatwo nie będzie, Na początek krótkie bno po mieście a następnie pomarzną sobie&amp;nbsp; na 24 km etapie kajakowym, miało być tego dużo więcej, ale chyba organizator postanowił ulżyć na początku cierpieniu zawodników. Ale oczywiście pocierpią gdzie indziej, ot choćby na ponad 60 km treku, który czeka ekipy po kajakach. Później jeszcze rower i spływ na tratwach do mety. A że pogoda zbyt przyjemna nie będzie, to wyzwanie tym większe. W każdym razie trzymamy kciuki za naszą ekipę, za inne zresztą też, tylko może trochę mniej :)&lt;br /&gt;Niestety chłopaki dość szybko zakończyli MPAR. Na początku prowadzili na kajakach, ale później trafili na cofkę, gdzie stracili sporo czasu, podobno jak Mastersi tamtędy płynęli to wody nie brakowało, a tu taka niespodzianka. Także nie biorą już dalej udziału. Szkoda. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-1164949427675503319?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/1164949427675503319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/10/juz-za-kilka-chwil.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/1164949427675503319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/1164949427675503319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/10/juz-za-kilka-chwil.html' title='już za kilka chwil...'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-1444550275794554785</id><published>2010-09-20T22:37:00.001+02:00</published><updated>2010-09-23T12:12:48.331+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>spacerek po dolinkach</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze dobrze nie wypoczęliśmy po Hi Tec, adokładnie tydzień później ruszamy na trasę IX Ekstremalnego Rajd Orła z bazą wpodkrakowskim Zabierzowie. Ostatecznie wybieramy trasę Open, gdzie czeka na nas trekking po Dolinkach Podkrakowskich i pętla na rowerze wzdłuż Wisły. Na starcie, to niespodzianka, pada, to już 3 impreza z rzędu podczas której pada. Punktualnie o 8 rano ruszamy w stronę doliny Kluczwody, gdzie zlokalizowany jest pierwszy punkt. W dolince błotko miejscami po kostki, nie ma sensu specjalnie uważać, żeby nie wpaść w kałużę, bo i tak wszędzie jest mokro. Następnie zaliczmy kolejne punkty obowiązkowej wycieczki turystycznej w tym rejonie: okolice Jaskini Wierzchowskiej, dolinę Kobylańską i Będkowską. Nawigacja raczej prostu, z zresztą ja jestem tu u siebie, więc trasy w tym rejonie nie mają przede mną tajemnic. W dolince Kobylańskiej czekało na nas zadanie specjalne, niestety z powodu deszczu, skały były bardzo śliskie, co spowodowało skrócenie zadania do zjazdów, a szkoda, bo byłoby co tutaj robić. Kolejnym punktem na trasie jest Filar Pokutników w dolinie Będkowskiej. Wejście po poręczówce i 40 m w dół. Fajne to było. Następnie fragment asfaltu do Zabierzowa i ruszamy na rowery. Na początku kierujemy się do Lasku Wolskiego, gdzie czeka na nas krótkie Bno, które zaliczamy bez problemów. Po tym etapie ruszamy wzdłuż Wisły do Czernichowa, a następnie wracamy do Zabierzowa. Trasa rowerowa była szybka, miejscami nudnawa od ilości asfaltów. Zdecydowanie brakowało odcinków MTB, w błocie zabawa byłaby przednia. Po 10 godzinach i 2 minutach zaliczając nieco ponad 100 km meldujemy się na mecie na 1 miejscu w klasie Open. Jakby nie patrzeć to nasza pierwsza wspólna wygrana. Lekki niedosyt, że konkurencja nie dopisała, ale co tam, zwycięstwo to zwycięstwo. W nagrodę otrzymujemy m.in. statuetki orła, które ładnie będą zbierały kurze na półce. IX ERO było fajnym treningiem, dobrze zoorganizowanym w tym roku. A za rok jubileuszowa 10 edycja, organizator zapowiada ciekawą bardzo interesującą imprezę. Swoją drogą mam jakiś sentyment do ERO, w 2008 roku zaliczyłem tu swój debiut w rajdach, a w tym roku pierwszą wygraną.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TJsoAhjZp5I/AAAAAAAAA-M/n_PyYf31gaY/s1600/Na+mecie+kategoria+OPEN.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TJsoAhjZp5I/AAAAAAAAA-M/n_PyYf31gaY/s320/Na+mecie+kategoria+OPEN.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; fot. organizator&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-1444550275794554785?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/1444550275794554785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/09/spacerek-po-dolinkach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/1444550275794554785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/1444550275794554785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/09/spacerek-po-dolinkach.html' title='spacerek po dolinkach'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TJsoAhjZp5I/AAAAAAAAA-M/n_PyYf31gaY/s72-c/Na+mecie+kategoria+OPEN.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-982269189958685666</id><published>2010-09-08T19:03:00.005+02:00</published><updated>2010-09-21T22:11:27.301+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Hi Tec, Hi Tec</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z pewnością długo będziemy pamiętać rozgrywany na początku września w okolicy Bielska Białej rajd spod znak Compassu. Zapowiadało się ciężko, duże przewyższenia, wymagająca nawigacja, a do tego dla mnie to był pierwszy rajd od 4 miesięcy. Zdążyłem już zatęsknić, za krzakami, potokami, zmęczeniem. W sobotnie chłodne przedpołudnie ruszamy nakrótki bieg na orientację w masywie Szyndzielni. Etap pokonujemy bez większychnawigacyjnych problemów bardzo spokojnym tempem. Nie ma co szaleć na początku,jeszcze będzie okazja się solidnie zmęczyć. &lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 11pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8Q7Uc7i5I/AAAAAAAAA90/jwsS1IgEHk0/s1600/DSC_0166.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8Q7Uc7i5I/AAAAAAAAA90/jwsS1IgEHk0/s320/DSC_0166.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Następnie na rowerze zmierzamy do Międzybrodzia, gdzie czekają kajaki i rolki. Pierwszy solidny podjazd pod Magurkę weryfikuje moje zapędy co do zaliczenia całej trasy z kompletem punktów, opornie idzie podjazd, ale w końcu wdrapujemy się na grań, nie zawsze tylko przy pomocy nóg. Widoków ładnych nie ma, bo ciężkie deszczowe chmury wiszą nisko, nie zwiastując niczego dobrego. Po chwili zaczyna padać, co więcej nie przestanie aż do końca rajdu - ot takie urozmaicenie, ale przynajmniej się nie kurzy :) Niestety po drodze przytrafia się nam błąd, który będzie nas później sporo kosztował.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8PynL1edI/AAAAAAAAA9U/s-R3-h66l-E/s1600/DSC_0522.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8PynL1edI/AAAAAAAAA9U/s-R3-h66l-E/s320/DSC_0522.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na zjeździe na chwilę się rozdzielamy, co powoduje, że skręcamy nie w tą drogę co trzeba i tracimy sporo czasu na szukanie punktu tam gdzie go nie ma, zupełnie jak u Kubusia Puchatka, im bardziej szukamy tym bardziej go tam nie było. W końcu wracamy na właściwą drogę, znajdujemy PK i ruszamy w dół, Tomek pomknął przodem, ja jakoś nie potrafię się odnaleźć na błotnistych i kamienistych zjazdach.&amp;nbsp; Boję się cały czas o kolano, a wyrżnąć nie trudno na śliskich kamieniach. W Międzybrodziu czekają nas kajaki, rolki i nas serwis fotograficzny, czyli Malwina z Mateuszem ( efekty ich pracy do obejrzenia w galerii ). Decydujemy, żeby skrócić odcinek kajakowy z 10 do 2 km, w innym razie możemy wypaść poza limit. Wiąże się to oczywiście z karą czasową, ale nie mamy wyjścia, To był niestety skutek wcześniejszej pomyłki. Dodatkowa lejący deszcz i zasyfione jezioro ułatwiają tą decyzję. Przypomina nam się IWW, gdzie zastała nas powódź. Dobrze, że tym razem samochody stoją z daleka od rzeki.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8QACab35I/AAAAAAAAA9c/2M0MDg2JcWw/s1600/DSC_0565.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8QACab35I/AAAAAAAAA9c/2M0MDg2JcWw/s320/DSC_0565.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8QHihvpDI/AAAAAAAAA9k/sebY6Ruvo5Q/s1600/DSC_0578.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8QHihvpDI/AAAAAAAAA9k/sebY6Ruvo5Q/s320/DSC_0578.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;Po krótkich rolkach&amp;nbsp; ruszamy okrężną drogą w stronę przełęczy Kocierskiej, gdzie czeka na nas zadanie specjalne i przepak. Podjazd na Kocierz też jest niczego sobie, zmoczeni i zmarznięci docieramy do parku linowego. Jednym z elementów ZS była 300 metrowa tyrolka. W oknach restauracji widać twarze ludzi, którzy popijając grzane piwo, o którym od jakiegoś czasu marzę, z pewnym zdziwieniem patrzą na nasze poczynania. Przebieramy się w suche ciuchy, jemy żurek w restauracji i ruszamy dalej. Swoją drogą ciekawe miny mieli ludzie, jak zobaczyli dwóch przemoczonych i dziwnie ubranych gości pałaszujących zupę w tempie karabinu maszynowego. Chyba nie pasowaliśmy do tego świata. Przed nami zimna noc i ok. 30 km trekkingu. Ruszamy w trójkę, razem z Jurkiem, któremu wykruszył się partner. Pada cały czas i robi się coraz zimnej, punkty odnajdujemy bez większych problemów, z uwagi że tempo mamy nie wysokie to decydujemy się krótkie warianty, często poruszamy się na azymut, przedzierając się przez jeżyny i potoki. Mimo to udaje nam się dogonić kilka zespołów. Robi się coraz zimnej, a raczej lodowato, do tego dochodzi jeszcze mgła i ciągle padający deszcz. Posilamy się kabanosami i czekoladą Jurka o smaku caffe latte, były to nieliczne błogie chwile na trasie. Małe rzeczy potrafią cieszyć, to jeden z elementów, które najbardziej cenię w AR. Do ostatniego wszystko idzie bez większych problemów, drobne błędy szybko korygujemy. Został nam ostatni trudny punkt, ilość ścieżek na mapie sugeruje, że w terenie może być ich sporo więcej. Do tego jest już bardzo zimno. Byłem cieplej ubrany niż na Skorpionie dwa lata temu, gdzie było minus 20, a mimo to cały się trzęsę, zresztą nie tylko ja. Chłopakom też nie jest lekko, szukamy godzinę punktu, nieskutecznie niestety po czym decydujemy o odwrocie. Szczęki nam chodzą góra dół,&amp;nbsp; tak że moglibyśmy bilety w autobusie kasować, próbujemy zmuszać się do biegu ale i tak jest bardzo zimno. Nucę sobie czterech pancernych, na chwilę pomaga zapomnieć o zimnie. Jurek wyjmuje kolejną czekoladę, nawet nie wie jak bardzo mi to pomogło dojść do przepaku. Po 5 rano docieramy zmarznięci na przepak, gdzie kilka zespołów grzeje się w małej budce. Po raz pierwszy w życiu ubieram folię NRC, pijemy ciepłą herbatę, ale nadal trzęsę się jak paralityk. Niektóre ekipy rezygnują inni jeszcze odpoczywają, my po kilkudziesięciu minutach decydujemy się wyjść na rower. Odpuszczamy jeden i przez Wielką Puszczę i Przegibek zmierzamy do Bielska. Zjazd po kamieniach w dół podnosi adrenalinę, nawet robi się ciepło. Co ciekawe zjeżdża mi się o wiele lepiej niż dzień wcześniej. Później, aż do mety czekają nas asfalty. Po 22.46 h kończymy najzimniejszy rajd w naszej karierze. Meldujemy się na 7 miejscu w naszej kategorii, czas niezbyt rewelacyjny, liczba karnych godzin też nie, ale fajnie być na mecie. Z pewnością można było zrobić tą trasę sporo szybciej, zaliczając więcej punktów, ale to nieistotne. Dla mnie ważne jest, że kolano nie boli. A forma będzie za kilka miesięcy.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8Qkg6dgvI/AAAAAAAAA9s/FozH0buSkDg/s1600/DSC_0130.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8Qkg6dgvI/AAAAAAAAA9s/FozH0buSkDg/s320/DSC_0130.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-982269189958685666?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/982269189958685666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/09/hi-tec-hi-tec.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/982269189958685666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/982269189958685666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/09/hi-tec-hi-tec.html' title='Hi Tec, Hi Tec'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TI8Q7Uc7i5I/AAAAAAAAA90/jwsS1IgEHk0/s72-c/DSC_0166.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-8452862436832188471</id><published>2010-08-13T12:55:00.001+02:00</published><updated>2010-08-13T12:55:36.401+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Prawdziwa Wyrypa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czekałem na ten start długo. Trzy miesiące leczenia, rehabilitacji. Obawiałem się tego startu, forma z początku roku poszła w las, ale przede wszystkim miałem nadzieję, że z kolanem będzie wszystko ok. Do bazy docieramy krótko przed 19.00, Zenek rusza na start setki, a my spokojnie udajemy się na pobliski i wtedy jeszcze bardzo ładny rynek w celach konsumpcyjnych. Ruszamy o 21.00, na początek ok. 50 km pieszo, a następnie 100 km rowerem po Górach Izerskich. Trasa nie wydaje się specjalnie trudna, w większości narzucał się jeden wariant, ale przedzierania się na azymut też nie powinno braknąć. Jest mokro, deszcz siąpi do tego dochodzi jeszcze mgła. Na wszystkie punkty trafiamy bez problemu, powiedzmy, że w okolice punkty. Niestety często punkty są poukrywane, co sprowadza się do oglądania każdego drzewa i krzaka - oj nie lubię ja tego :) Idzie mi się całkiem dobrze, całkiem sporo nawet biegniemy. Poza tym, że pod górkę brakuje pary to jest bardzo dobrze.W nocy dodatkowo towarzyszą nam odgłosy miejscowej fauny, a to byczek mruknie, albo inny jelonek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ok. 5 rano zaczyna lać i przez następnych kilka godzin się to nie zmienia. Końcówka to przejście wokół malowniczych jezior: Złotnickiego i Leśniańskiego. Trasa trochę monotonna, ciągle góra - dół, ale widoki piękne. Duże wrażenie robią dwie zapory z początku ubiegłego wieku, kawał historii już widziały. Leje coraz mocniej, ostatnie 8 km pokonujemy ciągłym biegiem, zaczyna mi robić zimno. Docieramy do Leśnej, gdzie po ulicach płynie coraz więcej wody.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo to jest plan, żeby wyjść na rower. Postanawiamy chwilę przeczekać, może przestanie padać. Nie przestaje. Organizator decyduje, że nie puści nas dalej. Nie pozostaje nic innego, jak iść spać. Koło 13 zostaje obudzony, żeby przestawić samochów. Zastanawiam się o co chodzi. Sytuacja na zewnątrz wygląda coraz gorzej. Woda sięga po rant felgi, ale ulicą płynie już wezbrana rzeka. Wody przybywa bardzo szybko. Wraz z orgami i kilkoma osobami, które wróciły z trasy przenosimy rzeczy uczestników piętro wyżej. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TGUi8LG1JkI/AAAAAAAAA6U/9jPUlWXzFvQ/s1600/100_1833.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TGUi8LG1JkI/AAAAAAAAA6U/9jPUlWXzFvQ/s320/100_1833.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Samochodu już nie udało się przestawić. Woda w końcu opada odsłaniając dokonane zniszczenia. Dowiadujemy się, że droga do Lubania jest przejezdna, organizujemy szybko transport, nie ma co siedzieć do rana, bo nie wiadomo co będzie jutro. O północy opuszczamy Leśną.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Impreza, poza zakończeniem, bardzo mi się podobała i chętnie kiedyś wybiorę się w te terenu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-8452862436832188471?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/8452862436832188471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/08/prawdziwa-wyrypa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/8452862436832188471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/8452862436832188471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/08/prawdziwa-wyrypa.html' title='Prawdziwa Wyrypa'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TGUi8LG1JkI/AAAAAAAAA6U/9jPUlWXzFvQ/s72-c/100_1833.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-1047073610530491201</id><published>2010-07-13T21:00:00.006+02:00</published><updated>2010-07-19T14:11:57.599+02:00</updated><title type='text'>biegania po górach ciąg dalszy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W piękny i bardzo słoneczny weekend lipca w zapierających dech w piersiach okolicznościach przyrody Tomek wziął udział w Maratonie Gór Stołowych. Trasę o długości 42,5 km z ponad 2500 m przewyższeń ukończył z świetnym wynikiem 6.06,55. Taki wynik dał 27 miejsce wśród ponad 130 startujących. Pogoda dopisała, nawet aż za bardzo, bo żar lał się z nieba, jeśli dołożyć jeszcze do tego, że sporo fragmentów pokonywało się biegiem, to zawodnicy nie mieli lekkiego życia, co zresztą widać na impresjach fotograficznych. Wisienką na torcie było pokonanie 665 schodów na szczyt Szczelińca Wielkiego, gdzie ulokowano metę, taki dodatek jakby ktoś nie czuł się za bardzo zmęczony :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Imprezę organizował m.in. Piotr Hercog z Speleo Salomon, a w ogóle to była to kolejna edycja Salomon Trail Running, cyklu imprez dla miłośników biegania pod górę i w dół. Więcej informacji na temat STR znajduje się &lt;a href="http://trailrunning.pl/"&gt;tutaj.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TDy3jfAyogI/AAAAAAAAA3U/Kk4CKT9n4uc/s1600/mgs-097-male.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TDy3jfAyogI/AAAAAAAAA3U/Kk4CKT9n4uc/s320/mgs-097-male.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Autorką zdjęcia jest Monika Strojny.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TERA2Xg1nWI/AAAAAAAAA4w/Vzlu6vW1GKg/s1600/DSC_0040.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TERA2Xg1nWI/AAAAAAAAA4w/Vzlu6vW1GKg/s320/DSC_0040.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;Było gorąco :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W najbliższym czasie robimy krótką przerwę, ale już na początku września startujemy w Hi Tec Adventure,&amp;nbsp; imprezie organizowanej przez niezawodną ekipę Compassu. Tegoroczne zmagania rozpoczną się 4 września przy dolnej stacji kolejki na Szyndzielnię. Na zawodników czekają 2 trasy po malowniczych terenach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego. Do pokonania będzie ok. 140&amp;nbsp; km na trasie Masters i 70 km na trasie Classic, pieszo, na rowerze, na rolkach, do tego jeszcze zadania specjalne no i oczywiście nawigacja, która - znając organizatorów będzie wymagająca. Tak więc szykuje się wspaniała zabawa w chyba jednym z ciekawszych terenów do uprawiania AR. Także zgłaszajcie się i trenujcie. Więcej szczegółów można uzyskać klikając w link po prawej stronie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-1047073610530491201?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/1047073610530491201/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/07/w-piekny-i-bardzo-soneczny-weekend.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/1047073610530491201'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/1047073610530491201'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/07/w-piekny-i-bardzo-soneczny-weekend.html' title='biegania po górach ciąg dalszy'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TDy3jfAyogI/AAAAAAAAA3U/Kk4CKT9n4uc/s72-c/mgs-097-male.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-2087172282208553783</id><published>2010-07-06T17:54:00.000+02:00</published><updated>2010-07-06T17:54:43.723+02:00</updated><title type='text'>On - Sight Adventure Race</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W pierwszy weekend lipca połowa naszego składu wraz z połową zaprzyjaźnionej ekipy Motyla Noga, wybrała się w rejon Gorzowa Wielkopolskiego, aby wspólnie ponapierać. Z zeznań przedstawionych przez obu sprawców zamieszania wynika, że im się podobało, a zwłaszcza odcinki wodne, zarówno te obowiązkowe jak i te nie koniecznie. Pogoda dopisała i to nawet za bardzo, także w sumie nic dziwnego, że możliwość zanurzenia się w chłodne wody jeziora przyjęte zostało z nieukrywanym entuzjazmem. Chłopakom świetnie poszły nocne rolki, nie co więcej kłopotów przysporzył etap pieszy, ale wynikało to przede wszystkim z&amp;nbsp; wyboru oryginalnych wariantów dotarcia do punktów zaliczając po drodze możliwie jak największą liczbę krzaków i pokrzyw. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-2087172282208553783?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/2087172282208553783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/07/on-sight-adventure-race.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2087172282208553783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2087172282208553783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/07/on-sight-adventure-race.html' title='On - Sight Adventure Race'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-4728124188756698611</id><published>2010-06-23T21:20:00.002+02:00</published><updated>2010-07-19T14:13:44.470+02:00</updated><title type='text'>Wieści z gór</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nanga Parbat zdobyta! W dni dzisiejszym Artur Hajzer i Robert Szymczak stanęli na liczącym 8126 m szczycie. Gratulacje. Wyprawa się jeszcze nie skończyła, więc jest szansa, że jeszcze parę osób zdobędzie szczyt.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tomek też był w górach, tylko nieco niższych, na początku czerwca wystartował w Biegu Rzeźnika, który udało się mu wraz z Wojtkiem ukończyć. Wynikiem był raczej rozczarowany, na pewno był dużo poniżej możliwości, a że możliwości są pokazał w ostatni weekend podczas Karkonoskiej Stovki. 100 km pokonał w nieco ponad 17,30 h. Trasa w zdecydowanej większości była asfaltowa z dobrze zaopatrzonymi bufetami, tyle udało mi się dowiedzieć, sam może napisze trochę więcej. W każdym pierwsza setka jest na koncie. Brawo! Chociaż sądząc po zdjęciu to z czasu chyba nie do końca zadowolony :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TERBREfTn5I/AAAAAAAAA44/hLvpdtN_tyQ/s1600/karkoska+1.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TERBREfTn5I/AAAAAAAAA44/hLvpdtN_tyQ/s320/karkoska+1.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aha, z ciekawostek, w najnowszym wydaniu magazynu NPM ukazał się wywiad z Andrzejem Sochoniem, organizatorem Kieratu - mojej ulubionej setki. Oprócz tego można poczytać jak Piotr Pustelnik zdobywał przez 20 lat Koronę Himalajów. Gratulujemy wytrwałości.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-4728124188756698611?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/4728124188756698611/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/06/wiesci-z-gor.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4728124188756698611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4728124188756698611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/06/wiesci-z-gor.html' title='Wieści z gór'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/TERBREfTn5I/AAAAAAAAA44/hLvpdtN_tyQ/s72-c/karkoska+1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-7883761125514971352</id><published>2010-05-28T22:06:00.003+02:00</published><updated>2010-05-28T22:08:08.514+02:00</updated><title type='text'>Plany małe i duże</title><content type='html'>Nigdy specjalnie nie lubiłem zajmować się planowaniem i pewnie dalej bym tego nie lubił, gdyby nie to, że od jakiegoś miesiąca nudzi mi się okropnie i jak to śpiewał Adam Ziemianin: &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;"nosi i wodzi mnie&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;na zatracenie&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;i na pokuszenie&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;po całym domu&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;i po strychu&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;też mnie nosi"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chętnie bym coś zaplanował, ponapierał tu i ówdzie, zmęczył się solidnie, a tu się nie da. Nawet kajaka nie mogę zaplanować, bo ciągle leje. Odnośnie kajaka to bardzo ciekawy projekt rozpoczyna niebawem Paweł z z zespołu Motyla Noga. Wraz z kolegą zamierzają spłynąć kajakiem wzdłuż całej zachodniej granicy Polski, co przy ostatnich zawirowaniach wodno - pogodowych będzie nie lada wyzwaniem. W każdym razie trzymam mocno kciuki za powodzenie przedsięwzięcia. Zainteresowanych odsyłam na stronę &lt;a href="http://bazyls.blox.pl/2010/05/Ostroznie-z-zartami.html?commented=1"&gt;Motylej Nogi.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z wody przenosimy się w góry i to te najwyższe, gdzie w wyprawie na liczący 8125 m n.p.m szczyt Nanga Parbat bierze udział mocarz z Teamu 360 - Irek Waluga. Wyprawa odbywa się pod kierownictwem Artura Hajzera, który wraz z Jerzym Kukuczką jako pierwszy zdobył Annapurnę zimą. Też trzymam kciuki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W góry tylko nieco niższe wybiera Tomek. Wraz z Wojtkiem Kasińskim zmierzą się z czerwonym szlakiem z Komańczy do Ustrzyk podczas Biegu Rzeźnika. Tym bardziej trzymam kciuki. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A ja dzisiaj przebiegłem całe 3 km, cieszyłem się z tego jak dziecko, które dostało fajny prezent. Dawno bieganiu nie towarzyszyły u mnie takie emocje. Nie to, że się wcześniej z biegania nie cieszyłem, bo sprawiało mi ogromną frajdę, ale teraz to było coś zupełnie innego, jakby na nowo odkryć, jak fajnie jest&amp;nbsp; biegać. Na razie mnie nic boli, więc chyba fizjoterapia przynosi efekty. Spróbuję w przyszłym tygodniu przebiec więcej. Może do tego czasu mnie nie rozniesie :) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-7883761125514971352?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/7883761125514971352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/05/plany-mae-i-duze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/7883761125514971352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/7883761125514971352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/05/plany-mae-i-duze.html' title='Plany małe i duże'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-3790579204858041070</id><published>2010-05-20T22:13:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T22:28:49.644+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Kierat od kuchni</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mgła, błoto, deszcz, nowe trasy po Beskidzie Wyspowym. To wszystko niestety nie było tym razem moim głównym zajęciem na Kieracie. Zastanawiałem się w ogóle czy jest sens jechać, skoro nie mogłem startować. Ale pewne słowa się rzekło, więc trzeba było tego dotrzymać. Wiedziałem, że będzie mną targać w środku i tak było. Kierat, co tu dużo pisać jest dla mnie imprezą szczególną i pewnie zawsze będzie. Pierwszy start w zabawie AR-o podobnej, pierwsza ukończona setka, pierwsze przyjaźnie z trasy, dużo by wymieniać. Do tego pogoda jak dla mnie idealna, nie za ciepło, błotko, już dojeżdżając samochodem ( sama jazda po wąskich drogach dostarczała sporo emocji ) do punktów i obserwując te niesamowite okoliczności przyrody, soczyście zielone lasy, głębokie jary - żal był coraz większy, że mogę tylko stać z boku. Ale znajomych nie brakowało, więc miałem komu kibicować. Całą sobotę spędziłem na pk12 umieszczonym na 85 km w ośrodku pod Ostrą, swoją drogą szkoda że tak fajny ośrodek w tak fajnym miejscu tak niszczeje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S_WVWggtmfI/AAAAAAAAAws/mgS3y2iz3PU/s1600/100_1728.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S_WVWggtmfI/AAAAAAAAAws/mgS3y2iz3PU/s320/100_1728.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na punkcie czekał na uczestników pyszny żurek ( sam zjadłem chyba z 5 porcji ), kawa oraz herbata. Do południa było spokojnie, czasami nawet nudnawo. Od 14 do 20 zaczęło się oblężenie. Nie wiem czy ktokolwiek z nas usiadł w tym czasie chociaż na 5 minut. Roboty było co niemiara, zarówno przy wydawaniu posiłków, jak i przy podbijaniu kart startowych. Szczerze mówiąc wieczorem to cieszyłem się, że już kończymy, nie sądziłem, że obsługa punktu kontrolnego może być tak męcząca. Z drugiej strony dużo satysfakcji sprawiały zmęczone twarze uczestników i fakt, że tak banalną rzeczą, jak kubek herbaty czy talerz zupy można było im sprawić sporo radości. Teraz wiem jak sam wyglądam po 24 godzinach napierania. Z pewnością będę dużo milej spoglądał od tej pory na osoby obsługujące punkty. W każdym razie było bardzo sympatycznie, ale tak naprawdę to ja chcę już startować!!!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-3790579204858041070?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/3790579204858041070/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/05/kierat-od-kuchni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/3790579204858041070'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/3790579204858041070'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/05/kierat-od-kuchni.html' title='Kierat od kuchni'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S_WVWggtmfI/AAAAAAAAAws/mgS3y2iz3PU/s72-c/100_1728.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-4140050463557512945</id><published>2010-05-04T22:36:00.005+02:00</published><updated>2010-05-05T15:28:08.020+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>Niedokończony Adventure</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Adventure Trophy, chciałbym napisać, że po 40 godzinach napierania ukończyliśmy tę najstarszą w Polsce imprezę. Niestety, po ledwie dobie od startu i pokonaniu 180 km wycofujemy się. Tak naprawdę tak się musiało stać, naiwnie się łudziłem, że kolano nie będzie protestowało i spokojnie pozwoli przemierzyć całą trasę. Zaczęliśmy, po moim błędzie na bno, prawie z samego końca. Później chwila na rowerze, kapitalny odcinek na rolkach gdzie odrabiamy kilka pozycji, znowu rower, który mimo, że formy nie ma, bo jak ma być po ponad miesiącu roztrenowania, ale i tak idzie dobrze. Przed zmrokiem zaczynamy trekking, fragmenty z mapami do bno bardzo uatrakcyjniły ten odcinek. Tomek mocno napiera, aż miło patrzeć, ja tylko jakoś powoli się wlokę za nim, raz po raz przypinając się do holu. Ale im dalej tym w zasadzie gorzej, każde podejście boli coraz bardziej, o świcie docieramy na tyrolkę przez San, podziwianie wschodu słońca kiedy wisi się na środku rzeki - bezcenne.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S-Fv6aCuXvI/AAAAAAAAAuY/Rz_MkjNhlj8/s1600/DSC00202.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S-Fv6aCuXvI/AAAAAAAAAuY/Rz_MkjNhlj8/s320/DSC00202.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Krótki przepak i jako 7 zespół wyruszamy w dalszą część trasy. Miałem nadzieję, że kolano trochę odpocznie, ale niestety po kilkunastu kilometrach problem znowu powraca. Coraz częściej dociera do mnie, że nie ukończymy rajdu, ale póki co odganiam złe myśli. Po drodze wywala nas na godzinę w kosmos, ale jeszcze nic straconego. Końcówka przed kajakami, tu tak naprawdę skończył się rajd, każdy podjazd to katorga, każde zgięcie nogi boli. Zastanawiam się kiedy zakomunikować Tomkowi, że to już koniec, staram się odwlekać ten moment, może ból minie. Niestety nie mija, docieramy nad Solinę i wiemy, że dalej nie pojedziemy, nie jestem w stanie pokonać 60 km w większości pod górę do bazy, o trekingu nie wspominając. Żal jest wielki, tyle wysiłku, przygotowań, a tu taki koniec. Szkoda. Można teraz gdybać, że była szansa na świetny wynik. Tomek był w bardzo dobrej formie, ja się niestety nie popisałem. Może można było wcześniej coś zrobić lepiej, odpuścić całkowicie treningi, może by to pomogło. Nie wiem. Widziałem rano przed odjazdem zmęczone twarze zawodników, którzy dopiero co skończyli. Byli wykończeni, ale jakże chciałbym być wtedy na ich miejscu! Mimo wszystko tegoroczny AT to były najlepsze zawody w jakich brałem udział. Wszystko było świetne, organizacja, baza, trasa, okoliczności przyrody, szkoda tylko że ten ostatni element czyli człowiek się nie dopasował:( Mam nadzieję, że AR jeszcze wróci w tamte strony, bo mamy rachunki do wyrównania w Arłamowie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S-CFD9x5AnI/AAAAAAAAAsg/OHH6qF7B9O8/s1600/start.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S-CFD9x5AnI/AAAAAAAAAsg/OHH6qF7B9O8/s320/start.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; fot. Piotr Silniewicz&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-4140050463557512945?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/4140050463557512945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/05/niedokonczony-adventure.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4140050463557512945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4140050463557512945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/05/niedokonczony-adventure.html' title='Niedokończony Adventure'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S-Fv6aCuXvI/AAAAAAAAAuY/Rz_MkjNhlj8/s72-c/DSC00202.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-5731859338384274306</id><published>2010-04-27T15:52:00.003+02:00</published><updated>2010-04-28T13:48:48.673+02:00</updated><title type='text'>Adventure Trophy tuż tuż</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za 2 dni o tej porze będziemy już w drodze na chyba największą przygodę naszych dotychczasowych startów. Jubileuszowa 10 edycja AT odbędzie się w tym roku na Pogórzu Przemyskim, z bazą w dawnym rządowym ośrodku w Arłamowie. W zasadzie to chciałbym już jechać i startować, ale nie czuję jakiegoś specjalnego napięcia, jak to zwykle bywa. Może dlatego, że jadę bez specjalnych oczekiwań, chociaż w zasadzie to mam jedno - ukończyć imprezę, niby nic wielkiego, miesiąc temu napisałbym, że będziemy walczyć o czołowe lokaty, ale wiem, że niestety tak nie będzie. Problemy z kolanem, które zaczęły się od Rajdu Dolnego Sanu trwają nadal, wybrałem się nawet do lekarza, który okazał się większym optymistą od mnie odnośnie stanu mojego kolana, ale niestety dobrze nie jest. W nocy z piątku na sobotę wybrałem się rozprostować kości w Beskid Mały, tylko drobne 50 km, bez biegania. Okoliczności przyrody były piękne, widok nocą na oświetloną dolinę Soły i Kotlinę Oświęcimską - bezcenny, a wschód słońca na Leskowcu - po prostu coś pięknego. Szkoda tylko, że zdrowie nie dopisuje, raz mnie kolano bolało idąc pod górę, raz w dół, a raz wcale. O bieganiu nie ma mowy. Także w dobrych nastrojach na AT nie jadę, ostatni solidny trening odbyłem pod koniec marca, teraz to tylko się rozciągam i ćwiczę na siłowni. W ogóle nastrój ostatnio mam dość kiepski. Szkoda, że te wszystkie problemy wyszły tuż przed najważniejszym startem w tym roku,&amp;nbsp; nawigacyjnie czuję się coraz lepiej, rower udało się zmodernizować, nic tylko cieszyć się ze startu, ale widocznie tak miało być. Trzeba będzie zacisnąć zęby, patrzeć jak rywale uciekają i robić swoje. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-5731859338384274306?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/5731859338384274306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/04/adventure-trophy-tuz-tuz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/5731859338384274306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/5731859338384274306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/04/adventure-trophy-tuz-tuz.html' title='Adventure Trophy tuż tuż'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-9157743752150429166</id><published>2010-04-16T23:02:00.003+02:00</published><updated>2010-04-16T23:46:24.041+02:00</updated><title type='text'>Lech Cube Team w magazynie Extreme.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uprzejmie donosimy, że w najnowszym wydaniu magazynu Extreme można poczytać o zmaganiach naszego zespołu podczas Poland Winter Challenge 2010. Kilka egzemplarzy pewnie jeszcze w kioskach zostało, chociaż wykupiliśmy większość nakładu :) Jeśli jednak ktoś ma nie po drodze do kiosku to może na wspomniany temat poczytać sobie &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/ciko567/PWCRelacja#slideshow/5460835675933118482"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to jeszcze nie koniec naszej medialnej obecności, otrzymaliśmy filmik z Odysei Olkuskiej, ekipa Compassu po raz kolejny zorganizowała świetną imprezę, trasa była wymagająca zarówno terenowo jak i nawigacyjnie, chociaż ze względu na bardzo dobrą znajomość terenu niektórym było trochę łatwiej. Szkoda tylko, że&amp;nbsp; Odyseja odbyła się w cieniu tak wielkiej tragedii. Filmik można obejrzeć &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=lM9-xHNQVVY"&gt;tu.&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-9157743752150429166?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/9157743752150429166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/04/lech-cube-team-w-magazynie-extreme.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/9157743752150429166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/9157743752150429166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/04/lech-cube-team-w-magazynie-extreme.html' title='Lech Cube Team w magazynie Extreme.'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-4602730824088734995</id><published>2010-03-28T23:16:00.002+02:00</published><updated>2010-04-07T17:44:49.583+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'>O zimnej wodzie i pociągu którego nie było</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zimnej wody nie brakowało, ale w sumie po Rajdzie Dolnego Sanu można się było tego spodziewać, ale po kolei. RDS był dla mnie spora niewiadomą, zakładałem przed startem, że chcę iść całkowicie sam i jak najwięcej przebiec, tyle ile będę tylko w stanie, tak po prostu zacznę biec od startu i zobaczymy co dalej. W drodze do Ulanowa starałem się jeszcze namówić Kasię na start na setce, ale chyba moje argumenty były za słabe, tak więc punktualnie o 24.00 ruszam sam na trasę. Do pk1 biegnę, po czym zaliczam kilkunastominutową wtopę nawigacyjną, na trasie mojego wariantu stanęło spore rozlewisko przez które nie za bardzo chciałem przełazić. Kręcę się szukając suchego wyjścia co zabiera trochę czasu. W sumie to nie chciałem zmoczyć butów na początku, które i tak zmoczyłem kilka km dalej. Ale to był dopiero przedsmak tego co czekało na nas później. Kolejne punkty przemierzam z dobrymi znajomymi z Motylej Nogi, warianty mamy krótkie, ale za to mokre, dopóki da się przeskakiwać z kempki na kempkę to jeszcze jest nieźle, w pewnym momencie otwiera się przed nami sporych rozmiarów rozlewisko. Zawracać przecież nie będziemy, więc pakujemy się w zimną wodę. Czułem się w tamtej chwili jak małe dziecko, które może bezkarnie wchodzić w każdą kałużę - wrażenia bezcenne :) po jakimś czasie robi się mniej przyjemnie, palce kostnieją, a nie za bardzo jest gdzie je rozgrzać. Tak nam upłynęła noc, po drodze trafiliśmy jeszcze na osobliwy pomnik partyzantów, którzy walczyli w Lasach Janowskich w największej bitwie partyzanckiej II wojny światowej. W okolicy 40 km żegnam chłopaków i dalszą część trasy chce pokonać biegiem. Nie udało się na początku to może uda się teraz. Gdzieś tak do 70 km idzie całkiem dobrze, biegnę 15 minut, maszeruję 5, tempo dobre, powoli myślę, że fajnie byłoby złamać 18 h. Wszystko fajnie, aż do odcinka dla miłośników PKP, po torach kolejowych. Zaczyna mnie boleć kolana, póki co ignoruję bo po torach to kiepsko się biegnie. Po drodze trafiam jeszcze na most kolejowy nad Sanem. Tak chciałem żeby pociąg nadjechał.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S6_EJ6D0juI/AAAAAAAAApM/r5svZPTjcZc/s1600/100_1460.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S6_EJ6D0juI/AAAAAAAAApM/r5svZPTjcZc/s320/100_1460.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pociągu nie było, więc ruszyłem na 27 km asfaltowe kryterium po Nisku. Staram się podbiegać, ale kolano coraz częściej się buntuje. Droga dłuży mi się bardzo, skracam co się da, chcę jak najszybciej znaleźć się na mecie bo po prostu centralnie mi się nudzi. Co więcej poruszam się po trasie z zeszłego roku, więc wiem co mnie czeka za zakrętem. Śpiewam "Deszcze niespokojne" i inne partyzanckie piosenki, ale nie wiele to pomaga. Końcówkę to nam Hubert zafundował nieciekawą, łażenie w te i we wte. Nuda, nuda, nuda. W końcu zaliczam ostatni pk i zostaje 5 km jakże by inaczej asfaltu do mety. Jest z górki, więc próbuję biec, ale kolano dalej boli. Po 18.09 h zmęczony, ale szczęśliwy zjawiam się na mecie. To moja najszybsza do tej pory setka, więc mogę zameldować wykonanie zadania. W sumie to jestem 7, wygrał po raz kolejny w tym roku Maciek Więcek. Co więcej Kasia kończy na 2 miejscu wśród kobiet na trasie 30 km. Na mecie miła atmosfera, bigos, zupka, co kto woli. RDS to bardzo fajna impreza. Największym atutem jest atmosfera, którą mam nadzieję uda się Hubertowi zachować podczas kolejnych edycji.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-4602730824088734995?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/4602730824088734995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/o-zimnej-wodzie-i-pociagu-ktorego-nie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4602730824088734995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/4602730824088734995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/o-zimnej-wodzie-i-pociagu-ktorego-nie.html' title='O zimnej wodzie i pociągu którego nie było'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S6_EJ6D0juI/AAAAAAAAApM/r5svZPTjcZc/s72-c/100_1460.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-8106502101968298696</id><published>2010-03-17T06:47:00.000+01:00</published><updated>2010-03-16T22:47:34.016+01:00</updated><title type='text'>Zima zła</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tej pani już dziękujemy, była mroźna i śnieżna jak nigdy i może już wystarczy. Po PWC były ambitne plany, że teraz to głównie rower, rolki, że o kajaku nie wspomnę i co... rower codziennie wyjeżdża z garażu, ale tylko po to żeby 4 kołowy pojazd mógł wyruszyć do pracy zabierając przy okazji kierowcę, chyba jednak nie o taką aktywność mi chodziło.&lt;br /&gt;Ale dość marudzenia, w piątek ruszam ponownie na wschód, tym razem do Ulanowa na kolejną edycję Rajdu Dolnego Sanu. Oczekiwania?? Po PWC znacznie wzrosły, jak złamię 20 godzin to będzie fajnie.&lt;br /&gt;A wiosna i tak przyjdzie, chociaż sądząc po ostatniej aktywności drogowców to już przyszła, takiej ilości remontów, zwłaszcza w pewnym mieście z zamkiem nad rzeką po której spławia się Marek Kamiński, jeszcze nie było. Co do Ekspedycji Wisła to kajak z Markiem Kamińskim dopłynął już do Ciechocinka. Do morza już coraz bliżej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-8106502101968298696?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/8106502101968298696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/zima-za_16.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/8106502101968298696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/8106502101968298696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/zima-za_16.html' title='Zima zła'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-6077776198979818280</id><published>2010-03-10T01:36:00.000+01:00</published><updated>2010-03-09T16:37:18.166+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Dzięki 5 miejscu na trasie Speed podczas Poland Winter Challenge,  awansowaliśmy na 7 miejsce w rankingu NZARP. Kto ciekawy więcej  szczegółów znajdzie &lt;a href="http://www.team360.pl/ranking/team2"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-6077776198979818280?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/6077776198979818280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/dzieki-5-miejscu-na-trasie-speed.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/6077776198979818280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/6077776198979818280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/dzieki-5-miejscu-na-trasie-speed.html' title=''/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-2847301675228337342</id><published>2010-03-09T04:36:00.001+01:00</published><updated>2010-04-16T23:09:45.076+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacje'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S5U4bAlsF6I/AAAAAAAAAlY/R099QIjY1rU/s1600-h/IMG_2865.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446321361040185250" src="http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S5U4bAlsF6I/AAAAAAAAAlY/R099QIjY1rU/s320/IMG_2865.JPG" style="cursor: pointer; float: left; height: 213px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Poland Winter Challenge, 25-27.02.2010, Rabka Zdrój&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Śniegu ubywało z dnia na dzień, a nasz start w Poland Winter Challenge  na trasie Speed zbliżał się wielkimi krokami. Zacząłem już marudzić, że  czeka nas wiosenny rajd i że inaczej miało być, ale wraz z pierwszymi  kilometrami miło się rozczarowałem. A więc zaczęło się, krótko przed  22.00 oficjalne rozpoczęcie, sesja zdjęciowa i punktualnie o 22.00 28  zespołów rusza na krótkie BNO(Bieg na orientację) po parku zdrojowym.  Biegniemy na tętno Tomka, spokojnie zaliczając wszystkie punkty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie ma co szarpać na początku, okazja żeby się sponiewierać jeszcze  będzie. Kolejne punkty rozmieszczone są w Gorcach: Stare Wierchy,  Turbacz, Gorc - nawigacyjnie bardzo prosto. Pogoda wspaniała na nocne  włóczenie się po lesie. Lekki mróz i gwiaździste niebo – lepiej nie  mogło być.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale żeby nie było tak miło to podejście na Turbacz sprawia mi sporo  trudności i to wcale nie ze względu że jest pod górę.  Powód  był dużo bardziej prozaiczny, bardzo doskwierała mi zjedzona kilka  godzin wcześniej pizza ( chyba na złość bo specjalnie wziąłem taką bez  dodatków żeby mi nic nie było). Było mi niedobrze, brzuch mnie bolał, a  wszystko co próbowałem zjeść zaraz zwracałem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ledwo zaczęliśmy a już są problemy, zastanawiam się jak będzie dalej, bo  dobrze ze mną nie jest.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W końcu dochodzimy do schroniska, zaliczam długi pit stop, w Formule 1  byłoby po zawodach, ale PWC jeszcze trochę potrwa. Dalej na szczęście  jest lepiej, humory się poprawiają, organizm już tak nie męczy, więc  możemy przyspieszyć. W drodze na Gorc wyprzedzamy sporo ekip, w  międzyczasie podziwiając przepiękne widoki na Tatry – niesamowite widoki  to jeden z powodów dla których tak lubimy Adventure Racing. Po Gorcu  zbiegamy do Rzek, gdzie czekała na nas przygotowana przez organizatorów  herbata. Mała rzecz a cieszy. Kolejne punkty przebiegają w podobnej  konfiguracji - góra, dół i tak w kółko. Wschód słońca spotyka nas na  Kudłoniu - kolejny moment dla którego warto było się tak męczyć. Trasa  pomału staje się monotonna, powrót na Turbacz, następnie w dół do  Koninek, w górę na Obidowiec, Stare Wierchy i w dół do Rabki. Na tym  ostatnim odcinku Tomka dopada kryzys, narzeka na kolana. Próbuję go  jakoś zmotywować to szybszego poruszania się, ale średnio mi to  wychodzi. Mówił coś nawet, że na przepaku zostaje i  że na  rower nie chce iść, ale nie dosłyszałem szczegółów :) Po 14.17 h i  pokonaniu &lt;st1:metricconverter productid="70 km" st="on"&gt;70 km&lt;/st1:metricconverter&gt;  w górach plus Bno meldujemy się na przepaku. Jesteśmy na 7 miejscu, a  różnice nie są duże. Przebieramy się, pakujemy i chwilę później pędzimy w  stronę Lubonia. Czekają na nas 3 duże góry. Na tym etapie wszystko się  rozstrzygnie. Kto będzie miał więcej pary w rękach, ten wygra.  Podchodzimy niebieskim szlakiem, cały czas ślizgając się po stromych i  oblodzonych ścieżkach. Dwa kroki w górę jeden w dół. Jak to dobrze, że  zrezygnowałem przed startem z Spd-ów. Pod Luboniem czeka na nas most  linowy i poszukiwanie punktów ukrytych w małych grotach. Trochę już  czujemy trudy rajdu, ale tempo mamy dobre. Co więcej odrobiliśmy prawie  całą stratę do 4 miejsca. Zejście z Lubonia do osobna historia,  sakramencko ślisko, co chwilę ktoś się przewraca. Trudno utrzymać się na  nogach o rowerze nie wspominając. Sporo sił kosztowało zejście z tej  góry i chyba nie tylko nas. Poruszamy się w 4 teamy: dwa młode zespoły  funexsports, Czesi z NiCaVIC TeaM i my. W tym towarzystwie spędzimy  zresztą kilka najbliższych godzin, na przemian się wyprzedzając. W końcu  docieramy do asfaltu. Fajnie wsiąść na siodełko i trochę pokręcić.  Kolejny punkt na mapie to Lubomir,  do pewnego momentu  prowadziła zresztą bardzo fajna droga. Jednak końcówka to powtórka z  rozrywki i znowu pchamy rowery.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Idzie nam to dość sprawnie, albo konkurencja trochę osłabła. Decydujemy  się zaatakować pod górę co też nam się udaje.  Podbijamy  punkt w Obserwatorium i ruszamy szybko w dół, przed nami spory asfaltowy  kawałek, tak dla chwilowego relaksu przed wisienką na torcie, jaką miał  być najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - Mogielica. Po drodze  uzupełniamy jeszcze zapasy picia, bo już dawno nam się skończyło.  Wszystko szło fajnie dopóki nie wymyśliłem, na rajdzie bez większej  nawigacji, skrótu który wywalił nas w kosmos. Śniegu po kolana albo i  lepiej, a my przedzieramy się przez pola w masywie Mogielicy w  poszukiwaniu szlaku. Dramat. Jestem wściekły na siebie za taką głupotę,  do tego stopnia że nie mam ochoty iść dalej. Próbuję pchać rower,  ciągnąć ale nie daję rady, staje się tak ciężki dla mnie jakby ważył z  20 kilo. Na szczęście AR to sport zespołowy. Tomek był w dużo lepszej  formie, oddał mi swój lżejszy rower i krok po krok posuwamy się naprzód.  W końcu łapiemy szlak i mozolnie podchodzimy pod szczyt. Na górze czeka  nas jeszcze zadanie specjalne, wyjście po drabince na wieżę i zjazd po  linie. Sympatyczne. Chwilę rozmawiamy z obsługą po czym ruszamy w dół.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tylko, albo raczej aż &lt;st1:metricconverter productid="40 km" st="on"&gt;40  km&lt;/st1:metricconverter&gt; i jesteśmy na mecie. Zaczyna padać, robi się  chłodniej i ... zaczynamy zasypiać na rowerach. Na szczęście drogi o 4 w  nocy były puste i można było jechać środkiem. Okulary mi zaparowały,  oczy się zamykały, wypatrywałem tylko czerwonego światełka roweru Tomka,  które wskazywało mi czy mam skręcić w lewo czy w prawo :) Końcówka to  ponownie pchanie roweru tuż przed Rabką. Ten fragment organizator  przygotował zapewne dla dobicia zawodników, jakby ktoś się wcześniej nie  załapał. W Rabce mamy na zakończenie most linowy i kilkaset metrów do  mety. Po 32.17 h docieramy do punktu z którego wyruszaliśmy w czwartkowy  wieczór. Na mecie czekają zmarznięci sędziowie, dostajemy szampana,  robimy pamiątkową fotkę i spokojnym krokiem, zmęczeni, zziębnięci ale  zadowoleni, zmierzamy do bazy. Z 28 ekip ukończyło tylko 8. Wygrali  Słoweńcy z zespołu Leteci Nomadi, my kończymy na 5 miejscu . Czy z życia  można wyciągnąć więcej? Można…&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S5VDtJkcMeI/AAAAAAAAAlo/PCAevCN18so/s1600-h/normal_IMG_3443.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446333767316419042" src="http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S5VDtJkcMeI/AAAAAAAAAlo/PCAevCN18so/s320/normal_IMG_3443.JPG" style="cursor: pointer; height: 213px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S5VDtJkcMeI/AAAAAAAAAlo/PCAevCN18so/s1600-h/normal_IMG_3443.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-2847301675228337342?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/2847301675228337342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/poland-winter-challenge-25-27.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2847301675228337342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/2847301675228337342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/poland-winter-challenge-25-27.html' title=''/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_QrCAQN8YIXI/S5U4bAlsF6I/AAAAAAAAAlY/R099QIjY1rU/s72-c/IMG_2865.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3437497345238098606.post-7580412791401177341</id><published>2010-03-05T10:33:00.000+01:00</published><updated>2010-03-05T10:34:55.801+01:00</updated><title type='text'>Startujemy!!!</title><content type='html'>Niniejszym zespół Lech Cube Team rozpoczyna nowy etap swojej działalności. Od dziś będziemy również napierać w cyberprzestrzeni.&lt;br /&gt;Zapraszamy&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3437497345238098606-7580412791401177341?l=lechcubeteam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/feeds/7580412791401177341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/startujemy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/7580412791401177341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3437497345238098606/posts/default/7580412791401177341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://lechcubeteam.blogspot.com/2010/03/startujemy.html' title='Startujemy!!!'/><author><name>konrad</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11228076760823218177</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
